Wednesday, April 6, 2016

9/11 Memorial & Muzeum - we will never forget...

www.911memorial.org
Jak wspominałam już w marcowych migawkach, w zeszłym miesiącu udało nam się wpaść z krótką wizytą do Nowego Jorku. Celem naszej podróży było muzeum poświęcone wydarzeniom z 11 września 2001 r. 


Nie była to łatwa wizyta. Trudno jest pisać o miejscu, które było świadkiem jednej z największych tragedii w dziejach współczesnego świata. Osobiście jednak uważam, że Memorial i Muzeum 9/11 powinien zobaczyć każdy świadomy obywatel, nie tylko Stanów Zjednoczonych. 


Pierwszy raz zobaczyłam same baseny dwa lata temu, podczas niezapomnianej wyprawy do Nowego Jorku, o której możecie poczytać tutaj. Wtedy zobaczyłam Memorial w wieczornym świetle, a wejście na jego teren było ściśle kontrolowane i regulowane. Teraz do samych basenów można dojść bez przeszkód. Są dostępne dla każdego, kto chciałby je zobaczyć. Mimo innej pory dnia tym razem, wrażenia mam podobne. Niesamowita pusta przestrzeń, smutek i ogromny szacunek dla tego miejsca.



Zdjęcie powyżej przedstawia świeży kwiat białej róży wetknięty w nazwisko kobiety, która zgineła w czasie ataków terrorystycznych wraz ze swoim nienarodzonym dzieckiem.



Baseny wykończone płytami z brązu, powstały dokładnie w tym samym miejscu, w którym wcześniej stały bliźniacze wieże. Na płytach wyryto nazwiska wszystkich ofiar tragedii, łącznie z pasażerami samolotów, które wbiły się w budynki.


Po krótkim spacerze po Memoriale, udaliśmy się do muzeum. Bilety do najtańszych nie należały, ale należy pamiętać, że koszty związane z budową tego miejsca przekroczyły ponad 700 mln dolarów, a roczne koszty operacyjne szacowane są na poziomie 63 mln dolarów. 

Muzeum pierwszy raz otworzyło swoje drzwi dla publiki 21 maja 2014 r. Do chwili obecnej zobaczyło je ponad 8 mln zwiedzających. 

Zdjęcie poniżej przedstawia wejście główne do pawilonu muzealnego. Wokół muzeum wciąż trwają prace.


W muzeum trzeba się poddać kontroli bezpieczeństwa, podobnej do tej na lotniskach. 
Pierwsze co rzuca się w oczu po wejściu do budynku to dwa ogromne stalowe słupy, które stanowiły podstawę podtrzymującą wieże. Zdjęcie poniżej robiłam pod światło, w czasie jazdy schodami ruchomymi w dół.


Najbardziej imponująca jest skala tego miejsca. Architekci starali się, by wszelkie ocalałe fragmenty World Trade Center pozostały na swoim oryginalnym miejscu. Ponieważ budynki i obszar je otaczający był ogromny, spacer po muzeum zajmuje przynajmniej 2 godziny. 

9/11 Memorial Museum przedstawia w szczegółach rekonstrukcję wydarzeń z wtorkowego poranka 11 września 2001 roku na terytorium Stanów Zjednoczonych, gdzie w wyniku serii czterech ataków terrorystycznych, zginęło prawie 3000 osób. Sprawcami tragedii byli przedstawiciele organizacji Al-Ka’ida, którzy po uprowadzeniu i opanowaniu samolotów pasażerskich, skierowali je na obiekty dwóch wież World Trade Center w Nowym Jorku oraz budynku Pentagonu w Waszyngtonie. Czwarty z porwanych samolotów, na skutek heroicznej postawy swoich pasażerów, nie doleciał do miejsca swojej destynacji, rozbił się 15 minut lotu od Waszyngtonu, na polach Pensylwanii.


Przybliżanie faktów związanych z tragedią z 11 września jest bolesne i chyba niepotrzebne. Jeśli ktoś chciałby poczytać na ten temat coś więcej, strony muzealne bardzo dogłębnie wyczerpują ten smutny temat. 

Przedstawiam wam poniżej kilka zdjęć, choć wierzcie mi, naprawdę trudno było je robić....

Zdjęcie Dolnego Manhattanu na kilka minut przed atakiem


Mapa USA pokazująca, gdzie rozegrała się tragedia


Audio i foto relacje świadków zdarzenia


Tablica informacyjna, która kiedyś stała na Manhattanie przed WTC


Tak zwana Slurry Wall, znajdująca się w Foundation Hall, ogromnym holu, to masywna ściana,  gruba na 91 cm, która przetrwała nienaruszona, dokładnie w tym miejscu pod ziemią, gdzie została postawiona. Jej pierwotnym przeznaczeniem była ochrona wielkich piwnic WTC przed zalewaniem z rzeki Hudson. Według Arturo Ressi, inżyniera, która pracował przy budowie wież w latach 60. ubiegłego wieku, gdyby ta ściana została naruszona w czasie ataku z 2011r., konsekwencje mogłyby przybrać jeszcze większą skalę. Z dużym prawdopodobieństwiem bowiem, system kolei podziemnych mógł zostać zalany, zwiększając tym samym liczbę ofiar katastrofy. 



Na przeciwko Slurry Wall postawiono symboliczną "ostatnią kolumnę", która oblepiona jest jest plakatami z osobami zaginionymi i wpisami upamiętniającymi ofiary.



Kolejne fragmenty potężnych stalowych konstrukcji.




Część anteny radiotelewizyjnej z wieży pólnocnej WTC



Kolejne zdjęcia zaginionych


Schody z Vesey Street, łączące WTC Plaza z Ulicą Vesey, tego feralnego dnia były drogą ucieczki i ocalenia dla setki ludzi poszukujących bezpiecznego schronienia. Schody nie uległy całkowitemu zniszczeniu, ponieważ znajdował się nad nimi daszek, który również chronił uciekających przed spadającymi kawałkami betonu i żelaza. Kayla Bergeron, pracownik The Port Authority of NY and NJ powiedziała później, że te schody były drogą do wolności. 


http://photos.wikimapia.org/p/00/01/50/15/49_big.jpg
W historycznej części wystawowej można zaobserwować chronologię, z jaką działy się kolejne rzeczy. W całym muzeum oświetlenie jest raczej przyćmione, dając w ten sposób zwiedzającym poczucie większej intymności. Robienie zdjęć z lampą błyskową jest zabronione, a wystawy są tak przytłaczające i absorbujące, że w pewnym momencie po prostu przestałam uwieczniać na fotografiach to co widzę. Były też miejsca, gdzie generalnie z szacunku dla ofiar, zdjęć nie można było wykonywać.

Poniżej przedstawiam zdjęcia wykonane przez fotografów NBC News, Agencji AP oraz Reuters, które trochę bardziej odsłaniają to, co kryje się za ścianami 9/11 Memorial.

Ta sala wystawowa mieści się dokładnie pod basenem po wieży północnej.


Hol Wall of Faces z fotografiami prawie wszystkich 3000 ofiar. W małej sali na ekranie wyświetlane są historie życia kolejnych osób. W tej części na interaktywnych tabletach można też sprawdzić czy ktoś z naszej rodziny lub kogo znamy znalazł się wśród poszkodowanych, którzy stracili życie.


Szczątki z okolic wejścia do jednej z wież WTC.


Samochód nowojorskiego oddziału straży pożarnej FDNY z drabiną zmiażdżoną przez spadające kawałki betonu z wieży północnej. 11 strażaków tej jednostki zginęło wewnątrz WTC. Ich ostatni zaraportowana pozycja była na 35 piętrze, tuż przed tym, jak budynek runął w dół.


Szczątki z lotu 11.


Artefakty z ataku na Pentagon.


Wizytówka i zegarek Todda Beamera, pasażera Lotu 93, który rozbił się w Pensylwanii. Takich osobistych drobiazgów jest w muzeum bardzo dużo i to one, o wiele bardziej chwytają za serce, niż kawałki stali i fragmenty samolotów


Sala, w której przedstawiono jak Ameryka powoli podnosiła się z tego strasznego upadku, zbierając to co zostało i odbudowując się na nowo.


Flaga amerykańska wydobyta z ruin po WTC.


Dla mnie największe wyzwanie stanowiły małe salki z ławkami, w których wyświetlano ostatnie chwile ofiar oraz ich rozmowy telefoniczne z bliskimi tuż przed katastrofą. Wszędzie dookoła były również stanowiska z chusteczkami do nosa i były one niestety w ciągłym użyciu. 

Ważna jest również sekcja, w której twórcy muzeum przedstawiają historię ISIS i analizują co mogło być przyczynkiem do tej strasznej akcji terroru. Czyniąc to muzeum upamiętnia również 6 ofiar ataku bombowego w WTC z 1993 r. 

Od strony architektonicznej muzeum jest dość skomplikowane, wielopoziomowe. 

www.wired.com
Klikając tutaj znajdziecie bardzo dobrze przygotowaną mapę muzeum i podstawowe informacje na jego temat, wraz ze wskazówkami jak go zwiedzać. 

Na koniec jeszcze kilka faktów o World Trade Center:


- bliźniacze wieże były głównymi częściami Światowego Centrum Handlu
- każdego dnia pracowało tu około 50 ooo osób
- 40 000 ludzi dziennie przechodziło przez kompleks
- Wieża Północna była wysoka na 417 metrów, a wraz z masztem telewizyjnym 527 metrów
- Wieża Południowa mierzyła 415 metrów
- przekrój rdzenia każdej z wież był prostokątem o wymiarach 26 x 40 metrów i powierzchni 1040 m2
- w rdzeniu znajdowały się wszystkie windy i klatki schodowe
- wieże posiadały 23 windy ekspresowe, 72 windy strefowe i 3 serwisowe
- windy ekspresowe mogły pomieści jednorazowo 55 osób dorosłych
- każda z wież liczyła 110 pięter
- jedno piętro miało 3600 m2, w tym 2560 m2 powierzchni użytkowej
- na kondygnacjach 106 i 107 WTC 1 mieściła się najbardziej dochodowa restauracja w USA Windows on the World, zatrudniająca 450 ludzi, mówiących 25 różnymi językami
- całkowita powierzchnia użytkowa kompleksu wynosiła 1 393 500 m2
- w wietrzne dni wieże odchylały się od podstawy na około   30 cm
- The World Trade Center Plaza zajmowała powierzchnię czterech boisk do amerykańskiego futbolu
- w wieżach było 43 600 okien, których umycie zajmowało ponad 2 miesiące
- WTC miało swój własny kod pocztowy 10048
- od dnia otwarcia w grudniu 1975 r. do 10 września 2001 r. słynny taras widokowy na wieży południowej odwiedziło 46 350 000 osób
- w 2000 r. w obu wieżach znajdowały się biura ponad 400 przedsiębiorstw z 28 krajów, zatrudniających tysiące osób



Tak było kiedyś:

www.world-visits.com
A tak jest teraz...

www.omidsafi.religionnews.com
www.money.cnn.com

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Memorial czynny jest codziennie od 7:30 do 21.00
Wstęp bezpłatny.

Muzeum 9/11 czynne jest codziennie w godzinach:

Niedziela - Czwartek od 9:00 do 20:00 
(ostatnie wejście o 18:00)
Piątek - Sobota od 9:00 do 21:00
(ostatnie wejście o 19:00)

Cena biletu to $24. 
W każdy wtorek od 17:00 do zamknięcia wstęp wolny.
Bezpłatne wejściówki dystrybuowane są od godziny 16. 
Darmowe bilety można również rezerwować przez internet TU.
Limit 4 bilety na osobę.





Sunday, April 3, 2016

Marzec w zdjęciach


Dzisiejsze niedzielne popołudnie postanowiłam przeznaczyć na podsumowanie marca. Poniżej przedstawiam wam efekty mojej wędrówki po zdjęciach z poprzedniego miesiąca.

Kulinarnie nie eksperymentowałam za bardzo, ale wyszły mi całkiem smaczne muszelki makaronowe faszerowane mięsem mielonym z ziołami i pomidorami.


Pewnego dnia Mikołaj przyniósł ze szkoły masę papierów i zadanie do wykonania. Projekt nazywał się "Bottle Buddy". Każdy w jego klasie miał wybrać sobie jakiegoś historycznego bohatera, napisać o nim krótki raport, a także przygotować jego model, którego podstawą była 2l. butelka. Wybór Mikołaja padł na Martina Luthera Kinga Jr. Jeśli mam być szczera, to bardziej był to projekt rodziców, niż dzieci. Do jego wykonania potrzebny nam był filc na ubrania, wąsy i usta. Nos i ręce wykonaliśmy z modeliny. Kula ze styropianu, którą pomalowaliśmy akwarelami na brązowo, posłużyła nam za głowę. Oczy i włosy kupiliśmy w sekcji dla lalek. Wszystkie potrzebne akcesoria znaleźliśmy w sklepie, do którego bardzo lubię chodzić Hobby Lobby (zrobię w nim kiedyś kilka zdjęć, byście zrozumieli dlaczego :) ). Poszczególne elementy łączyliśmy za pomocą gorącego kleju. Straciłam rachubę ile razy się poparzyłam w trakcie... Wyszło nam chyba całkiem nieźle.


W marcu udało nam się też wybrać w końcu całą trójką na narty. Pierwszy raz w życiu byliśmy wszyscy razem na stoku i było świetnie. Całkiem niezłą górkę z kilkoma ciekawymi trasami zjazdowymi mamy 13 minut drogi od naszego domu z zegarkiem w ręku! Miejsce, o którym mówię to Bear Creek Mountain Resort. Stoki są oświetlone, a wyciągi pracują do 22. każdego dnia. Narciarstwo nie jest tanim w sportem w Ameryce. Za bilet na cały sezon na tej jednej z mniejszych górek trzeba zapłacić $500 za osobę. Nie wiem jak w tej chwili wygląda to cenowo w Polsce, bo ostatni raz szusowałam po krajowych stokach jakieś 6 lat temu i kupowałam tylko bilety jednodniowe. Zakładam, że również nie jest tanio, ale ceny amerykańskie są dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem.



Po kilkugodzinnej jeździe, wściekle głodni wylądowaliśmy w jedynym w okolicy miejscu, jeszcze otwartym o tak późnej porze. Zapewne słyszeliście o typowo amerykańskich "diners". Są to tanie restauracje, bez wyszukanego wystroju i potraw, serwujące domowe jedzenie. Często pojawiają się na filmach, gdzie kelnerki w różowych uniformach i białych fartuszkach serwują kawę za kawą prosto ze dzbanka.


Zziębnięte, ale szczęśliwe dziecko. :))


W jeden z marcowych weekendów udało nam się wpaść z szybką wizytą do NYC. Spotkaliśmy się tam ze znajomymi, którzy przylecieli z Polski na kilka dni do samego serca Wielkiego Jabłka. Miasto jak zwykle wzbudziło mnóstwo dobrej energii i pozostawiło dobrze mi już znany niedosyt.

Times Square




Główny celem tej wycieczki był Dolny Manhattan i Muzeum 9/11. O tej wizycie szykuję osobny post, ale muszę wam powiedzieć, że było to bardzo emocjonalne przeżycie. Mimo, że wydarzenia z września 2001 r. nie dotknęły mnie bezpośrednio, odwiedzając miejsce tej strasznej terrorystycznej tragedii i słuchając historii jej ofiar, nie mogłam powstrzymać łez.




W połowie miesiąc przydarzyła nam się taka temperatura, a dwa dni poźniej spadł śnieg... Anomalia pogodowe na dobre wpisały się już w krajobraz i naprawdę coraz trudniej dostosować garderobę do aury na zewnątrz. Niby w marcu jak w garncu, ale takiego ciepła, tak szybko się nie spodziewałam!


Podczas naszej wizyty kontrolnej u okulisty, a potem optyka, dopadła nas głupawka i przymierzaliśmy wszystkiego "dziwne" okulary, które znalazły się w naszym zasiegu. Do momentu, aż nakrył nas pan optyk :)).


W końcu wybraliśmy sportowe okulary!


 W polskim sklepie znalazłam bardzo dobry chleb, który co prawda nie był na zakwasie, tylko na drożdżach, ale smakował wybornie. Za jego zakupem przemawiała przyjemnie krótka lista składników: mąka razowa i pszenna, drożdże, sól, płatki owsiane, otręby żytnie, siemię lniane, sezam, słonecznik i kolendra. Koszt takiego dużego chleba to $5.


A oto miejsce, gdzie spędziliśmy zimowy sezon piłkarski. Pod tą białą kopułą znajdują się trzy boiska do gry. Rozwiązanie ciekawe, aczkolwiek kiedy słońce mocno przyświeciło, w środku było jak w ogromnej saunie. Natomiast w zimne dni chłód był nadmiernie odczuwalny. Dzieciom to nie przeszkadzało, ale dorosłym, którzy rozsiadali się na rozkładanych krzesełkach turystycznych i owszem. Dodam jeszcze, że podłożem do grania była sztuczna trawa, która jakimś cudem posiadała zdolności przemieszczania się :). Po meczach moja pralnia w domu była zasypywana zielonymi wiórkami!


17. marca Ameryka świętowała Dzień Świętego Patryka. Jak zwyczaj nakazał ubraliśmy się do szkoły i pracy na zielono :).


Moi chłopcy wybrali się w zeszłym miesiącu do Filadelfii na mecz koszykówki NBA. Byli trochę rozdarci komu kibicować, bowiem lokalna drużyna 76ers grała przeciwko Washington Wizard, w której gra nasz Marcin Gortat. M&M mieli bardzo dobre miejsca i świetny punkt do obserwacji gry.








Odkryciem tego miesiąca był orzeźwiający napój o smaku mango i cytryny. Pyyszny!


Przed Świętami Wielkiej Nocy firma M. zorganizowała doroczny Egg Hunt. Nie mogło nas tam zabraknąć. Więcej o tym typowo amerykańskim zwyczaju napisałam TUTAJ



A oto "zdobycze" Mikołajka :)


Próbując zrozumieć zasady amerykańskiego ubezpieczenia zdrowotnego wybrałam się na kontrolę do dentysty. W takim gabinecie to ja jeszcze nie byłam! Wszystkie dokumenty  dla nowego pacjenta wysyłane są drogą elektroniczną i uzupełnia się je jeszcze przed przyjściem do dentysty. Na miejscu przywitała mnie miła pani z recepcji o uśmiechu bielszym niż śnieg :). Najpierw zostałam oprowadzona po całej placówce, pokazano mi sprzęty, na których pracują oraz przedstawiono mi personel pomocniczy. Następnie pani wręczyła mi upominek powitalny. W torbie była świeżo zmielona kawa z lokalnej palarni oraz kubek podróżny, a także własnoręcznie wypisana kartka z podziękowaniami za wybór od doktora. Potem zostałam zaproszona do poczekalni, gdzie zanim pojawił się lekarz, miałam okazję się trochę porozglądać. Wygodne fotele i miękkie dywany! Dla dorosłych, kawa, woda i przekąski, dla dzieci kącik zabaw, z play station jako główną atrakcją. Nic dodać nic ująć, kwintesencja amerykańskiej obsługi klienta!



W marcu zamykaliśmy też pierwszy wspólny sezon łyżwiarski. Bardzo dziękujemy naszym kanadyjskim przyjaciołom za zarażenie sympatią do tego sportu.


Wielkanoc przyszła nawet nie wiem kiedy!




A na koniec miesiąca posadziłam bratki przed domem. Mam nadzieję, że przetrwają te wiatry i zmiany pogodowe!


Taki był mój marzec. Ciekawe co przyniesie kwiecień!