Monday, November 25, 2013

My NYC!

Nowy Jork... Idealne miejsce dla mojego alter ego. Tętniące życiem ulice, drapacze chmur, kolorowe neony, teatry, muzea. Byłam w tym mieście już wiele razy, ale każda kolejna wizyta zachwyca mnie coraz bardziej. Moja ostatnia wycieczka należała do wyjątkowych, z uwagi na to, że był to "babski wypad". Towarzyszyła mi moja zawsze uśmiechnięta brazylijska koleżanka Adri. Listopadową sobotę mogę śmiało wpisać do katalogu moich najpiękniejszych amerykańskich dni. Poniżej opiszę Wam jak zorganizowałyśmy sobie dzień, by chłonąć NYC najbardziej jak to możliwe. Może ktoś będzie chciał taki plan wycieczki wykorzystać na potrzeby własne? :)
Rzecz pierwsza, zdecydowałyśmy, że pojedziemy autobusem. Był to dobry wybór. Nie trzeba było się martwić o parking na miejscu i uniknęłyśmy jazdy po zatłoczonych ulicach Manhattanu. Z naszego miasta podróż do NYC obsługują dwie firmy, z czego jedna ma wiele przystanków po drodze, a druga jedzie bezpośrednio na miejsce. Oczywiście wybrałyśmy tę drugą. Firma nazywa się Bieber Tours (http://www.biebertourways.com). Autobusy kursują codziennie w bardzo krótkich odstępach czasu, w weekendy odjeżdżają co dwie godziny. Dokładny rozkład można sprawdzić na stronie www. Jest to firma lokalna, zupełnie nie porównywalna z Coach USA, ale działa bardzo prężnie na tutejszym rynku. Autobusy są bardzo wygodne i zabierają jednorazowo na pokład 44 osoby. Wsiadałyśmy do autokaru o 6 rano i dwie godziny później byłyśmy już w samym centrum Manhattanu, w PABT Port Authority Bus Terminal, przy 8. Alei nr 625. Nigdy wcześnie nie korzystałam z transportu publicznego by dostać się do NYC, teraz uważam, że jest to najwygodniejsze rozwiązanie.

za bilet w dwie strony zapłaciłam $46
Terminal autobusowy był ogromny z mnóstwem "gejtów" na dwóch poziomach, prawie jak lotnisko! W środku czysto i przyjemnie. Jaka to miła odmiana po katowickim dworcu kolejowym albo centralnym w Warszawie. Oczywiście mam świadomość tego, że nie wszędzie tak jest, ale miło jest wysiadać na zadbanym terminalu, bez obawy, że zaraz ktoś Cię będzie nagabywał o parę groszy. Z zewnątrz budynek też niczego sobie, vis-a-vis głównej siedziby New York Times, redakcji jednego z najważniejszych, najbardziej opiniotwórczych dzienników amerykańskich.

kamienne atrakcje na terminalu
terminal autobusowy z zewnątrz
siedziba New York Times
Co można robić o 8. rano w sobotę w  Nowym Jorku? Można iść na śniadanie do Starbucks, należącej do Starbucks Corporation, największej na świecie sieci kawiarni. Nawet nie musiałyśmy się zbytnio wysilać, by znaleźć Starbucks, ponieważ w Nowym Jorku można spotkać tę kawiarnię praktycznie na każdym rogu. Koncern posiada 20 891 kawiarni w 62 krajach, w tym 13 279 w Stanach Zjednoczonych. W Polsce póki co jest ich 33. :) O Starbacks napiszę w jednym w z kolejnych postów, warto!
Zatem weszłyśmy do naszej kawiarni i zjadłyśmy śniadanie. Siedząc przy ladzie okiennej, piłyśmy poranną kawę (pumpkin spice latte) i cieszyłyśmy oczy widokiem codziennego NYC.

owsianka z syropem z agawy, borówkami i orzechami, poprawiona panini z pieczonym indykiem :) 
Za śniadanie dla dwóch osób z kawą zapłaciłyśmy $28. Starbucks to naprawdę fajne miejsce, by zacząć swój dzień w tym mieście. Najedzone i obudzone ruszyłyśmy ulicami Manhattanu w kierunku Radio City Music Hall. To był główny cel naszej nowojorskiej wycieczki, wokół którego zaplanowałyśmy sobie resztę dnia. Dzięki zakupom na grouponie udało nam się dostać bilety o połowę taniej niż w regularnej sprzedaży. Miejsca nie były co prawda za orkiestrą, ale tam gdzie siedziałyśmy wszystko było widoczne bardzo dobrze. Spacer do Music Hall był taki wspaniały. Znów chłonęłam atmosferę tego miasta z całych sił. Gdziekolwiek zatrzymywał się mój wzrok, zawsze było coś ciekawego do odkrycia, sfotografowania. Buzia śmiała mi się sama do siebie!

wszechobecne żółte taksówki
cudowny spacer
jedna z niewielu wspólnych fotografii :)
i oto zza drzew wyłonił się Radio City Music Hall!!!

Nasz spektakl zaczynał się o 10am, przybyłyśmy w odpowiednim momencie by ustawić się w dłuuugiej kolejce oczekujących na wejście do teatru. Dla zachowania porządku przygotowano trzy linie. Tuż przed wejściem strażnicy sprawdzili nasze torby czy aby nie wnosimy niebezpiecznych przedmiotów na teren teatru.

Radio City Music Hall
długa kolejka do wejścia
trzy linie czekające na przybywających

Radio City Music Hall jest częścią Rockefeller Center - kompleksu 19 budynków komercyjnych między 48. a 51. ulicą. Zbudowany przez rodzinę Rockefellerów, jest zlokalizowany w centralnej części Manhatanu, zwanej Midtown i obejmuje teren między Piątą i Szóstą Aleją. Jest to największy tego typu kompleks budynków na świecie, pokrywa łączną powierzchnię 89 000m2. W 1987r. Rockefeller Center został określony mianem Narodowego Pomnika Historycznego.

płyta kamienna przy Rockefeller Center
Budowa Radio City Music Hall została ukończona w 1932 r. Swoje drzwi po raz pierwszy teatr otworzył dla publiczności 27. grudnia tego samego roku. Budynek był wtedy promowany jako największy i najbogatszy teatr na świecie. Po słabym starcie, budynek stał się jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów obiektów w Nowym Jorku. Teatr został gruntownie odnowiony w 1999 r. 
Zaprojektowane przez Edwarda Durell Stone, wnętrze teatru stanowiło zerwanie z tradycyjnymi ornamentami rokoka, kojarzonymi w tamtym czasie z pałacami filmowymi. Wystrój wnętrza został stworzony przez projektanta Donalda Deskey. Geometryczne wzory, szkło, aluminium, chrom, dywany i skóra zdobiąca okładziny ścienne. Deskey w dużym stopniu inspirował się europejskim nowoczesnym stylem estetycznym. Obecnie wnętrze teatru stanowi jeden z najlepszych przykładów wykorzystania art déco na świecie. 
Pojemność Music Hall wynosi 6.000 miejsc. Scena główna (the great stage) zaprojektowana przez Peter'a Clarka, ma wymiary 20,3m na 44m i odzwierciedla zachodzące na horyzoncie słońce. Wbudowany system wind był tak zaawansowany, że Marynarka Wojenna USA (U.S. Navy) wykorzystała identyczne rozwiązania hydrauliczne podczas II Wojny Światowej przy konstrukcji swoich lotniskowców!

Po dekadach bycia miejscem premier filmowych oraz przedstawień scenicznych, Music Hall w 1979 r. stał się organizatorem szerokiej rangi wydarzeń kulturalnych. Występowali w nim np. Frank Sinatra, Ella Fitzgerald i Madonna, a poza tym miały tu miejsce m.in. ceremonie rozdania nagród Grammy i Tony, a także wszystkie amerykańskie premiery Harrego Pottera. 

RadioCityMusic Hall zarządzane jest przez The Madison Square Garden Company.
Do chwili obecnej teatr odwiedziło ponad 300 milionów ludzi. (wow!)

W okresie świątecznym odbywa się tutaj doroczny spektakl Radio City Christmas Spectacular, który od 70 lat jest tradycją teatru i przyciąga do Music Hall wielu ludzi. Przyciągnęła i nas.
Przywitał nas ogromny hol przystrojony świątecznie, ludzi było mnóstwo, ale jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Atmosfera miejsca udzieliła się chyba każdemu. Wszyscy się uśmiechali i spokojnie czekali, by przejść dalej. Nie można było nie zatrzymać się pod gigantycznym żyrandolem z kryształu, który był pierwszą rzeczą, na jaką zwracało się uwagę po wejściu do teatru.

przepiękny hol teatralny
gigantyczny kryształowy żyrandol w holu głównym
Wspinałyśmy się po schodach by dotrzeć na nasze miejsca. Po drodze zahaczyłyśmy o ladies lounge, która była równie elegancka jak sam teatr. Ciekawe kto wcześnie pudrował sobie nos w tych łazienkach!

ladies lounge czyli po prostu toaleta!
Po odświeżeniu się, wyposażone w program spektaklu i okulary 3D zajęłyśmy nasze miejsca w oczekiwaniu na show. W między czasie rozglądałam się na wszystkie strony rejestrując na żywo to, o czym czytałam i co widziałam na zdjęciach.

scena główna
scena i widownia
nasze miejsca balkonowe
program i okulary
Radio City Christmas Spectacular to coroczny musical świąteczny, w którym występuje ponad 140 artystów. Oprócz pokazów w Nowym Jorku show prezentowane jest w wielu innych amerykańskich i kanadyjskich miastach. Christmas Spectacular jest najczęściej oglądanym show na żywo. Rocznie przyciąga 2 miliony widzów! W tym roku Radio City Christmas Spectacular jest pokazywany w Nowym Jorku od 8 listopada do 30 grudnia. 90 minutowy show to połączenie tańca, śpiewu, orkiestry grającej na żywo i humoru, w otoczeniu spektakularnej scenografii.

Punktualnie o 10:00 przygasły światła. Spektakl, który nieprzerwanie od tylu lat cieszy się uznaniem publiczności, urzekł i mnie. Byłam pod ogromnym wrażeniem pracy włożonej w przygotowanie tak wielkiego przedsięwzięcia. Scena zamieniła się w zimową krainę ze Świętym Mikołajem i jego elfami, dziadkiem do orzechów i radosnymi dziećmi rozpakowującymi świąteczne prezenty.


video


Podobało mi się, że twórcy musicalu dostosowali go do czasów współczesnych. Na pewno w show z lat 30. nie mówiono o prezentach w postaci gier video. Tutaj zobaczyłam jak można dać dziecku coś, co go na pewno ucieszy, a jednocześnie nam nie przysporzy zmartwień. Wszyscy rodzice wiedzą chyba jak takie gry potrafią wciągnąć i jak my dla dobra dziecka, wolimy nie wpisywać PS4, X-BOX albo WII na naszą listę prezentową. Nie zatrzymamy świata i rozwijających się technologii, dlatego by pozwolić dziecku cieszyć się nowoczesnymi grami, twórcy show pokazali, by czas spędzać grając razem. W ten sposób dzielimy nasz czas z dzieckiem, mamy kontrolę nad treścią gier i czasem poświęconym konsoli. Może nie jest to odkrywcze, ale warte powtarzania. Znam wiele takich rodzin, gdzie dziecko godziny spędza w wirtualnym świecie, by rodzice mieli czas na swoje sprawy. Cieszę się, że musical miał głębię i przekaz.


orkiestra
tańczące zabawki
św. Mikołaj doradza jaki  wybrać prezent
scena z Central Parku z jazdą figurową na lodzie w tle



















W finałowej scenie ukazane zostało Boże Narodzenie. Artyści w przepięknych strojach przedstawiali scenę z Betlejem, a przez scenę przemaszerowały żywe zwierzęta. Między innymi osiołki, owieczki i wielbłądy!

scena finałowa

Najważniejszymi gwiazdami show była grupa taneczna The Rockettes, założona w 1925r. Było na co popatrzeć. Taniec synchroniczny, stepowanie, balet i piękny śpiew. Mogłabym się zachwycać każdym zaprezentowanym momentem. 

jeden z wielu synchronów
kolejna piękna choreografia

Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie parada drewnianych żołnierzyków. Dziewczyny w mundurach po wystrzale z armaty przewracały się jedna na drugą jak w domino. Było to coś niesamowitego. Słowem bez The Rockettes nie byłoby show! Nie udało mi się nagrać filmu w dobrej jakości, więc wklejam ten znaleziony na YT. Od 3:35min bardzo dobrze widać ten moment domina, choć cała parada jest warta obejrzenia.





Jeśli chodzi o tancerki to w okresie Bożego Narodzenia dają one pięć koncertów na dobę siedem razy w tygodniu. Ich styl taneczny to mieszanka klasycznego baletu i tańca współczesnego. 
Przesłuchania do zespołu odbywają się każdego roku w kwietniu. Przeciętnie na przesłuchania zgłasza się około 500 kobiet! Każda Rockette musi mieścić się w rozmiarach 168 cm do 179 cm. Tancerki, których wzrost nie mieści się w wymaganym zakresie są w ogóle nie dopuszczane do przesłuchań! Uczestniczki muszą zaprezentować swoje wysokie umiejętności z zakresu baletu, stepowania, tańca współczesnego i jazzu.

Na początku grupa składała się tylko i wyłącznie  z amerykańskich dziewcząt. Pierwszą artystką z Azji była, urodzona w Japonii, Setsuko Maruhashi, zatrudniona w 1985r. Do 1987r. czarnoskóre tancerki nie były dopuszczane do przesłuchań. Usprawiedliwieniem tych działań było twierdzenie choreografów i właścicieli grupy, że inny kolor rozbijał spójność grupy, która większość kroków wykonywała synchronicznie. Pierwsza afroamerykańska Rockette debiutowała w 1988r. W tym samym roku w połowie finału Super Bowl XXII pokaz The Rockettes obejrzała 150 milionowa publiczność. To są wyniki oglądalności!
(Jeśli ktoś z Was chciałby coś więcej dowiedzieć się o samym zespole odsyłam tutaj. Warto zajrzeć!!!)

Punktualnie się zaczęło, punktualnie się skończyło. Równe 90 minut. Brawom nie było końca. W drodze do wyjścia można było jeszcze zrobić sobie zdjęcie z The Rockettes i kupić jakiś gadżet.

The Rockettes
gadżety
Po spektaklu zastanawiałyśmy się z Adri czy nie warto było przyjechać tu z naszymi dziećmi, ale doszłyśmy do wniosku, że to jeszcze nie ta pora. Obok nas siedziały dzieciaki w ich wieku, które średnio były zainteresowane. Wierciły się, wędrowały po podłodze, głośno rozmawiały. Nasze chłopaki też nie należą do tych spokojnych, więc umówiłyśmy się, że spróbujemy ich zabrać na Christmas Spectacular za rok. :)

Skoro nasze dusze zostały już nasycone, przyszedł czas na ciało. Magnolia Bakery - tam się udałyśmy. Czytałyśmy wcześniej o tej kafejce, więc miałyśmy już w głowie zaplanowane nasze zamówienie. Na rogu 49. ulicy i 1240 Ave of the Americas, wśród drapaczy chmur, znalazłyśmy uroczą kawiarenkę pełną ludzi. 
Magnolia działa od 1996r. i od początku swojego istnienia jest ceniona za swoje klasyczne amerykańskie wypieki, wystrój vintage i przytulną atmosferę. Myślę, że właśnie ta przytulność przyciąga ludzi, którzy chcą na chwilę odpocząć od tętniącego życiem NYC i przenieść się do miejsca, gdzie mogą się zatrzymać, nacieszyć ciszą i spokojem. 

Magnolia Bakery
cennik i mój diabelsko słodki tort

Dotarłam do ciekawych informacji na temat kafejki. Początkowo Magnolia zatrudniała 3 pracowników: jeden do pieczenia chleba, drugi do mycia naczyń a trzeci do obsługi kasy. Pierwszy tydzień działalności kawiarenka zaczęła z czterema rodzajami chleba, cynamonowymi bułeczkami i pełnoziarnistymi bułkami z syropem klonowym i orzechami. Pieczenie chleba okazało się jednak niepraktyczne z powodu ograniczeń czasowych i przestrzennych. Właścicielki Magnoli postawiły więc na ciasta i ciasteczka, których receptury testowały do późnych godzin nocnych. Pierwotnie Magnolia pomyślana była jako mała ładna piekarnia w sąsiedztwie, która byłaby otwarta od 8 rano do 6 wieczorem. Plan zmienił się szybko ze względu na ogromną popularność miejsca. To właśnie tej kawiarni przypisuje się rozpoczęcie w 1990r. szaleństwa "cupcakowego". W 1999r. właścicielki Magnolii wydały książkę kucharską pod tytułem "Staromodne Przepisy z najsłodszej piekarni w Nowym Jorku" (Magnolia Bakery Cookbook: Old-Fashioned Recipes from New York's Sweetest Bakery).

przytulny wystrój
Inna ciekawa informacja dotyczy zamknięcia kafejki 11 lipca 2007r. przez nowojorski Departament Zdrowia. Właścicielkom zarzucono szereg zaniedbań w zakresie sanitarnym, m.in.: nie wystarczającą liczbę umywalek, brakujące klamki, brakujące osłony na lampy, a także muszki owocowe i mysie odchody w okolicach śmieci. Magnolia błyskawicznie naprawiła wszystkie zaniedbania. Dodatkowo burmistrz miasta został zbombardowany telefonami od klientów kawiarni i pod ich presją, po przejściu kontroli Magnolia została ponownie otwarta już następnego dnia.  

Magnolia pojawiła się w produkcjach filmowych między innymi Seks w Wielkim Mieście i Diabeł ubiera się u Prady.

Nie trzeba być w Nowym Jorku, by wypić kawę w Magnolii. W 2010r., Magnolia Bakery otworzyła swój pierwszy sklep poza Stanami Zjednoczonymi w Dubaju. W 2012r. właściele ogłosili dalszą międzynarodową ekspansję na Bliski Wschód. Pięcioletni plan zakłada otwarcie 120 nowych sklepów na całym świecie. Obecnie działa 13 kafejek w różnych miejscach naszego globu.

Zamówiłam sobie herbatę jaśminową i kawałek tortu z gorzkiej czekolady. Zapłaciłam za taki zestaw $ 8.50. Porada praktyczna: nawet jeśli wybieracie się tam w kilka osób, jeden kawałek tortu spokojnie wystarczy dla czwórki!!! Ciasto jest pyszne, ale bardzo słodkie, a do tego serwowane kawałki są naprawdę duże. Adri zamówiła sobie tort cytrynowy z białą czekoladą i nie byłyśmy w stanie zjeść tych wszystkich słodkości. W kawiarni nie ma stolików, są tylko pulpity, przy których można przystanąć. Ponieważ było tłoczno postanowiłyśmy usiąść na ławkach przy Rockefeller Center, kilka minut spacerem od kawiarni. Nasze ciasta zapakowano nam do ślicznych pudełek, jak prezenty!

czy jedzenie na świeżym powietrzy jest zawsze zdrowe?
      Usiadłyśmy na ławkach w samym sercu Rockefeller Center, w otoczeniu ekskluzywnych sklepów i wysokich budynków biurowych. Patrzyłam na mijających nas ludzi i zastanawiałam się ilu z nich o turyści, a ilu to mieszkańcy miasta. Ciekawe czy nowojorczycy spacerują w weekendy po centrum, wiedząc, że w te dni miasto zalewa fala turystów. Może siedzą w swoich apartamentach na wysokim piętrze i patrzą z góry na miasto :)

miejsce naszego czekoladowego pikniku, wróbelek też chciał się załapać
sklepy

Zawartość cukru w cukrze była tak wysoka, że konieczne było wykorzystanie tej powstałej energii. 
Następnym celem naszej wycieczki było lodowisko w Rockefeller Center. 
Podczas, gdy większość osób uważa to miejsce za  najbardziej charakterystyczny punkt centrum, niewielu zdaje sobie sprawę, że było ono dziełem przypadku! Miejsce początkowo nazwane Sunken Plaza było bogato zagospodarowane luksusowymi sklepami i wysokiej klasy restauracjami. Niestety schodzenie do nich po schodach od strony Channel Gardens (Ogrody Normandzkie) sprawiało kłopot. Dlatego w 1936r. w celu przyciągnięcia większej liczby klientów do plazy, zatrudniono inżyniera z Cleveland, który miał wybudować tymczasowe lodowisko. To co miało być chwilowe na stałe wpisało się w pejzaż Manhattanu. 
Lodowisko działa nieprzerwanie od 25 grudnia 1936r. Rocznie od października do kwietnia na lód wychodzi ćwierć miliona amatorów łyżwiarstwa. Od początku swojego istnienia sztuczna nowojorska tafla stała się tradycyjnym sposobem rodzinnego celebrowania sezonu zimowego.
Lodowisko otacza ponad 200 masztów. Podczas świąt narodowych na każdym wywieszana jest flaga Stanów Zjednoczonych, natomiast na co dzień, poza amerykańskimi, znajdują się tam flagi m.in. państw członkowskich ONZ, poszczególnych stanów amerykańskich lub flagi okazyjne. My byłyśmy w Nowym Jorku tuż przed Dniem Weterana, dlatego wszędzie powiewały flagi USA.

Z powierzchnią 37 metrów długości i 18 metrów szerokości, lodowisko może pomieścić jednorazowo maksymalnie 150 osób. Dla korzystających przygotowano wiele nowoczesnych udogodnień, w tym między innymi ogrzewane pomieszczenia do przebrania się, muzykę i jazdę do północy. Charakterystycznym punktem tej ukochanej przez wszystkich ślizgawki jest wykonany z brązu złocony posąg greckiego Prometeusza autorstwa Paula Manshipa, otoczony fontannami. 
posąg Prometeusza
Każdego roku w okresie świątecznym przy wschodniej stronie lodowiska stawiana jest ogromna choinka z tysiącem światełek, która jest znanym na świeci symbolem Bożego Narodzenia. W tym roku ceremonia zapalania lampek odbędzie się 4. grudnia o 7 pm. My trafiłyśmy na moment, kiedy oświetlenie było montowane na choince. 
w dniu naszej wycieczki zaczęło się ubieranie choinki

Idąc z duchem czasu managerowie lodowiska przygotowali szereg pakietów dla klientów. Jednym z nich są zaręczyny na lodzie. Tafla jest zamykana dla pary, a po oświadczynach wybucha szampan. Inne atrakcje to np. śniadanie ze św. Mikołajem, zimowy aerobik albo lodowe randki.
Lodowisko otoczone jest restauracjami z przeszklonymi ścianami. Jedzący w niej mogą jednocześnie obserwować jeżdżących i wywracających się :).

Przyjemność nie jest tania, ale jest to coś o czym kiedyś mogłam tylko pomarzyć. Jazda na łyżwach na Manhattanie to jedna z pozycji na mojej bucket list. Wcześniej oglądałam łyżwiarzy na filmach, teraz mogłam stać się jednym z nich. Za 90. minutową sesję zapłaciłam $27, do tego doszło jeszcze wypożyczenie łyżew za $12. Nie ma nawet co porównywać z moją polską azotanią :))).

odbieramy łyżwy
Ostatni raz na nogach łyżwy miałam jakieś 15 lat temu i niestety nie jest z nimi tak jak z jazdą na rowerze. Przynajmniej w moim przypadku. I choć latem próbuję jeździć na rolkach to na lodzie nie jest tak samo!
Łyżwy były bardzo twarde, więc nauczka na przyszłość, by wyposażyć się w bardzo grube skarpety.
Spodziewałam się, że będą boleć mnie okolice łydek, a tu niespodzianka - bolały spody stóp!
Początek był kiepski, ale potem się trochę rozjeździłyśmy.

tuż po wejściu na lód
tu już trochę pewniej  :)

Byłyśmy z siebie dumne, ponieważ żadna z nas nie zaliczyła wywrotki! Jeździłyśmy bez większego polotu, podziwiając mijające nas dzieciaki, które tak pewnie czuły się na lodzie. Nie liczyła się jednak jakość naszej jazdy. Po prostu chciałyśmy poczuć jak to jest! Było absolutnie cudownie!

video

Myślę, że to 90 minut było dla nas wystarczające. Zeszłyśmy z lodu z lekką zadyszką :) No koniec jeszcze szybkie zdjęcie budynków widzianych z tafli.

na łyżwach horyzont się trochę wykrzywia ;)

Była godzina 3. po południu kiedy wyruszyłyśmy dalej. Kierunek metro! Musiałyśmy się dostać na dolny Manhattan. W drodze do kolejki podziemnej oglądałyśmy nowojorskie obrazki.

city

System komunikacji publicznej jest tutaj doskonale zorganizowany. Kilka kroków od lodowiska znalazłyśmy wejście do metra. Zapytany policjant poinstruował nas, którą linię wybrać, by się nie przesiadać. Ze stacji Fifth Avenue/53 Street jechałyśmy niebieską linią E do World Trade Center, które jest ostatnim przystankiem. Bilet w dwie strony kosztował $6. Czas trasy ok. 15 minut. Wagony były średnio zatłoczone. 

dojście do metra
podziemne korytarze

Po wyjściu znalazłyśmy się na południowych krańcach Nowego Jorku, najwcześniej zasiedlonej przez Holendrów dzielnicy.  Lower Manhattan to najdalej wysunięta na południe część wyspy, centrum biznesowe i administracyjne miasta. Często określany mianem "centrum", definiowany jest zazwyczaj jako obszar od ulicy 14. na północy, na zachodzie od rzeki Hudson, na wschodzie od cieśniny East River, zaś na południu od New York Harbor. Znajdująca się w Lower Manhattan Wall Street gruntuje pozycję Nowego Jorku jako światowej stolicy finansów, stanowiąc siedzibę New York Stock Exchange, czyli największej na świecie giełdy papierów wartościowych pod względem kapitalizacji rynkowej swoich spółek. Na północ od dystryktu finansowego zlokalizowany jest ratusz miasta Nowy Jork, zaś na południowym odcinku wyspy znajduje się Battery Park. W skład zachodniej sekcji Lower Manhattan wchodzi dzielnica TriBeCa, natomiast wschodnia część Lower Manhattan obejmuje Manhattan Municipal Building. W Lower Manhattan leży najstarsze w Nowym Jorku, jedno z sześciu obecnie istniejących Chinatown. Na tym obszarze funkcjonuje ponadto wiele sądów oraz urzędów państwowych. Lower Manhattan składa się z charakterystycznych, mniejszych dzielnic Nowego Jorku, a w tym m.in.: SoHo, Greenwich Village, Little Italy, East Village, Chelsea oraz Union Square. Jest coś w dolnym Manhattanie to powoduje we mnie uczucie respektu dla tego co zostało i jest tu wciąż tworzone. Niemal czuje się w powietrzu powagę tego miejsca.

Zwiedzenie tej części Nowego Jorku to mój cel na kolejną wycieczkę. Muszę jednak poczekać na cieplejsze miesiące. Nie jest bowiem frajdą spędzenie całego dnia w niskich temperaturach, przy słońcu, które zasłaniają wysokie budynki.

wysoka wieża, następczyni WTC

Ostatnim miejscem, które chciałyśmy zobaczyć przed powrotem do domu było World Trade Center Memorial. Aby się tam dostać, trzeba wygospodarować odpowiednią ilość czasu. Wejście na memoriał jest bezpłatne, aczkolwiek potrzebny jest tzw. pass. Można go dostać dokonując rezerwacji online (tu pojawia się dodatkowa opłata $2 od osoby) albo odbierając bezpośrednio przed wejściem, w Centrum Turystycznym WTC przy 20 Vesey Street. Od wyjścia z metra szłyśmy ok. 5 minut. Kolejka do centrum wychodziła na ulicę, ale przesuwała się sprawnie i szybko. Udało nam się otrzymać bilety na ostatnią godzinę zwiedzania. W centrum, gdzie wydawane są bilety jest również sklep z pamiątkami. Można kupić wszelkiego rodzaju gadżety poświęcone wydarzeniom z 11 września 2001 r. Dochody ze sprzedaży są przekazywane w całośći na budowę memoriału. Choć jak wspominałam za bilety się nie płaci, dobrze jest widziane wrzucenie kilku dolarów do stojących tam puszek.

Centrum Turystyczne WTC

Ponieważ zostało nam trochę czasu do 5 po południu, zrobiłyśmy sobie krótki spacer po dolnym Manhattanie. Znalazłyśmy bardzo przyjemną kawiarnię tuż przy Wall Street, gdzie wypiłyśmy herbatę rumiankowo-pomarańczową. Przyznam, że miała bardzo ciekawy smak. Z czystym sumieniem mogę polecić to miejsce, na krótką przerwę w odkrywaniu NYC. Przy okazji też mogłyśmy doładować telefony, które ledwo zipały od ciągłego robienia zdjęć. Takich jak my, zajmujących miejsca strategiczne przy gniazdach elektrycznych było więcej. Na szczęście nikt nie miał nic przeciwko. Pracownicy są pewnie już przyzwyczajeni. Dla tych, którzy chcieliby zajrzeć kiedy do tej kawiarni podaję jej nazwę: Bean&Bean.

spacerowe fotki

Zanim wejdzie się na teren samego memoriału trzeba postać w kolejnej dłuugiej kolejce. Tym razem przed samym wejściem. Kolejka podzielona jest na dwie grupy. Po prawej stronie ustawiane są osoby posiadające wejściówki, natomiast po lewej stoją Ci, którzy ich nie posiadają. Prawa strona idzie prosto w stronę ochrony, lewa przechodzi przez namiot, w którym wydawane są dodatkowe bilety. Liczba dodatkowo wydanych biletów jest uzależniona od wielkości grupy, która wchodzi na daną godzinę. Nie jest źle, ponieważ memoriał można zwiedzać od 10 rano do 5 po południu. Grupy są wpuszczane co 30 minut.
Miałyśmy bilety, więc szłyśmy prawą stroną. Najpierw trzej strażnicy ustawieni średnio co 15 metrów sprawdzili nasze wejściówki. Potem dotarłyśmy do punktu ochrony. Tam zostałyśmy prześwietlone dokładnie tak samo jak na lotnisku. Sprawdzone i uznane za bezpiecznych turystów mogłyśmy w końcu wejść na teren memoriału. Wszystko jest jeszcze w fazie budowy, ale to co najważniejsze stoi.

w drodze na memoriał

Pierwsze wrażenie jest przygnębiające. Trudno uwierzyć, że właśnie w tym miejscu rozegrała się jedna z największych tragedii w historii Stanów Zjednoczonych. Jak strasznie musiało to wyglądać w dniu ataku terrorystycznego, mogę sobie tylko wyobrażać. W miejscu bliźniaczych wież wpuszczono w ziemię dwa ogromne baseny z fontannami. Woda znika w kwadratowych studniach umieszczonych w centralnym miejscu. Baseny otoczone są płytami z brązu z wytłoczonymi nazwiskami wszystkich ofiar. Ostatecznie ustalono, iż łącznie w wyniku czterech zamierzonych katastrof lotniczych, w zamachu zginęły 2973 osoby, w tym 6 Polaków, nie licząc 19 porywaczy i 26 osób nadal oficjalnie uznawanych za zaginione.

głębia pomnika kojarzy mi się z otchłanią, w której zginęły ofiary

Jak już wspominałam memoriał jest cały czas w trakcie budowy. Już jednak można dużo dowiedzieć się o tym co wydarzyło się 11 września 2001r. W dębowym parku otaczającym memoriał ustawiono ekrany, gdzie można sprawdzić, czy ktoś z rodziny zginął w katastrofie. Wystarczy wpisać nazwisko. Nikogo o naszych nazwiskach nie było wśród ofiar. Dla tych sześciu Polaków, którzy wymieniani są w oficjalnych danych już w pierwszą rocznicę zamachu w Parku Skaryczewskim w Warszawie odsłonięto płytę poświęconą ich pamięci.

 
WTC Memoriał
Bardzo ważną częścią parku pamięci jest ocalałe drzewo zwane survivor tree, które odnaleziono na zgliszczach w październiku 2001r. Drzewo miało połamane korzenie i przypalony pień, ale mimo to podjęto próbę przywrócenia go do życia w Van Cortland Nursery w dzielnivy Bronx. Operacja udała się i w grudniu 2010 r. drzewo zostało ponownie wsadzone do ziemi na terenie WTC.

jeszcze raz pomnik pamięci, wysokie budynki otaczające memoriał i drzewo ocalenia

WTC Memorial skłania do zadumy nad sobą i swoim życiem, budzi uczucie wdzięczności za każdy przeżyty dzień. Na pewno wrócę tu, kiedy prace nad parkiem zostaną w całości ukończone. Póki co, na stronie http://www.911memorial.org/memorial można oglądać na żywo kolejne etapy budowy i to co już zostało wykonane. 

Spacer po WTC zajął nam około godziny. Trzeba było w końcu coś zjeść. To też wcześniej zaplanowałyśmy chcąc uniknąć szukania restauracji w ostatniej chwili, bez znajomości jakości jedzenia i cennika :) Skorzystałyśmy ponownie z ofert na grouponie i nie byłyśmy zawiedzione. Raz jeszcze niebieską linią E wróciłyśmy w okolice 8 Alei. Z bogatej oferty nowojorskich restauracji wybrałyśmy małą tajską knajpkę Royal Siam Thai Cuisine, na rogu 23. ulicy i 8 Alei. Dla dwóch osób za przystawkę, danie główne i butelkę 0,3 l tajskiego piwa zapłaciłyśmy z napiwkiem $40. Jedzenie było świeże, pachnące orientalnymi tajskimi przyprawami. Wszystko bardzo nam smakowało. W środku ciepło  i przytulnie. 

nasza tajska kolacja
zmęczone ale szczęśliwe!

Powrót do domu zaplanowałyśmy autobusem o godzinie 9 pm. Miałyśmy więc trochę czasu na spacer w okolicach Time Square. Do samego TS nie dotarłyśmy, ponieważ był ogromny tłok na ulicach i bałyśmy się, że nie zdążymy wrócić na czas, by wsiąść do autokaru. 

następna porcja fotek ulicznych
i następna :)

Jak widać na załączonych obrazkach to był długi, intensywny dzień pełen wrażeń. Wracałyśmy do domu z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu. Uważam, że to był bardzo dobry dzień. Następna taka babska wycieczka pewnie wiosną, kiedy zrobi się cieplej. Niewykluczone jednak, że uda się jeszcze zajrzeć do NYC w okresie świątecznym, by pooglądać dekoracje miejskie. Wtedy jednak na pewno nie będzie to taka długa wyprawa.

Mam nadzieję, że przedstawione tutaj informacje zachęcą innych do odwiedzenia Nowego Jorku. Cieszę się, że opisując to wszystko mogłam przeżyć tę wycieczkę raz jeszcze. Pisanie bloga to doskonały sposób na utrwalanie wspomnień. Gdybyście mieli jakieś pytania lub jeśli ktoś z Was chciałby się podzielić swoim sposobem spędzania czasu w NYC bardzo proszę piszcie! Tymczasem daję odpocząć mojemu komputerowi... ale tylko na chwilkę! Następny post już niebawem :)

1 comment:

Porozmawiajmy!