Sunday, February 9, 2014

Czy Dreamliner jest rzeczywiście dream?

Dzisiaj krótko o podróży Dreamlinerem na trasie Warszawa - Nowy Jork. Od razu chciałabym zaznaczyć, że są to moje osobiste wrażenia, jak najbardziej subiektywne. :)

Oczywiście nie sposób oddzielić maszyny od linii lotniczej, która jest jej właścicielem. Przypuszczam, że gdyby operatorem lotu była moja ulubiona Lufthansa wrażenia mogłabym mieć trochę inne. Tu niestety gorzka prawda o naszych Polskich Liniach Lotniczych LOT - jeśli nie muszę to nimi nie latam. I to nie z uwagi na  flotę, ale na jakoś świadczonych usług i poziom udogodnień. Broń Boże nie jestem jakąś zmanierowaną księżniczką, która musi mieć kocyk i podusię, ale mam na swoim koncie już kilkanaście transatlantyckich lotów i wyrobiłam sobie własne zdanie na temat takich podróży. Nigdy nie leciałam ani pierwszą klasą ani biznes, więc moja opinia dotyczy tylko podróży w klasie ekonomicznej. Myślę, że kluczowe znaczenie ma tu również dla mnie długość lotu. Lecąc liniami niemieckimi z Krakowa bądź Katowic, mamy zawsze przesiadkę w jednym z niemieckich miast (Frankfurt lub Monachium). Lot rozkłada się na dwa krótsze, przez co jest mniej męczący. 

Wróćmy jednak do Dreamlinera


SIEDZENIA

Ponieważ wiedzieliśmy, że czeka nas długa podróż, z wyjątkową precyzją wybieraliśmy miejsca przy rezerwacji. Do osób niskich raczej nie należymy, dlatego liczył się w zasadzie każdy centymetr. Udało nam się kupić trzy środkowe miejsca w pierwszym rzędzie klasy ekonomicznej. Przed nami nie było foteli, a od biznesu oddzielała nas ścianka, przez co było o wiele więcej miejsca na nogi. Niestety nie obyło się bez nieprzyjemnej sytuacji już na samym początku. Ponieważ nasze miejsca były jednymi z najatrakcyjniejszych w klasie ekonomicznej, siedzący za nami ludzie postanowili wykorzystać swoje dziecko jako kartę przetargową i zażądać od stewardess naszych miejsc, tłumacząc, że ktoś z obsługi lotu wcześniej im je obiecał. Zaczęły się więc do nas pielgrzymki kolejnych pracowników z pytaniem czy możemy się zamienić. Ostatecznie skończyło się na tym, że M. odstąpił swoje miejsce matce, która w tak nieetyczny moim zdaniem sposób wykorzystała swoje dziecko. Tłumaczyła, że tylko przy naszych miejscach są uchwyty, na których można powiesić samolotowe łóżeczka dla dzieci. 

jedna z niewielu chwil kiedy maluszek leżał w kołysce

Zatem łóżeczko zostało powieszone, ale dziecko leżało w nim jakieś 30 minut na 10 godzin lotu... Przez resztę czasu rzekome miejsce dla malucha funkcjonowało jako podręczna półka na torby, coca colę i chipsy. Tupet pani sięgnął zenitu, kiedy przesiadła się z dzieckiem na tył, a miejsce koło Mika zajął jej mąż, który ściągnął buty i wywalił swoje nogi na ściankę, pogryzając chipsy przepijał je colą... Kiedy przechodziła koło nas stewardessa, która zabiegała o tę zamianę foteli, nie omieszkaliśmy powiedzieć jej jak wygląda rzeczywistość. Oczywiście oburzyła się, poprosiła o opróżnienie kołyski i wykorzystanie jej zgodnie z przeznaczeniem, ale była to już jakaś 8 godzina naszej podróży i o miłej atmosferze można było zapomnieć. 
Nie chcę być źle zrozumiana, nie mam nic przeciwko maleńkim dzieciaczkom, ale nie akceptuję ludzi, którzy wychodzą z założenia, że im się coś należy, bo sobie to z kimś "załatwili" i jeszcze wykorzystują do tego fakt posiadania dziecka. Jeżeli zależało im na miejscach z możliwością montażu kołyski, trzeba było dokonać rezerwacji z odpowiednią atencją i wyprzedzeniem. Ja też mam dziecko i nigdy nie wykorzystywałam go jako karty przetargowej! M. ustąpił miejsca jako dobrze wychowany człowiek, choć wcale nie musiał tego robić. Skończyło się to colą i chipsami. Eh... 

Wracając do meritum. Poniżej wnętrze samolotu w klasie ekonomicznej, trzy rzędy po trzy fotele w każdym.


MULTIMEDIA

Każde siedzenie było wyposażone w indywidualny ekran, na którym można było śledzić lot, oglądać filmy, grać w gry, słuchać muzyki lub korzystać z gniazda USB. Jednak w porównaniu z ofertą multimedialną linii United bądź znów Lufthansy, Lot wypadał bardzo niekorzystnie. Wybór filmów był bardzo ubogi. Pakiet podstawowy zawierał zaledwie cztery opcje: dwa hity hollywodzkie,  jeden film polski i jeden dla dzieci, w tym żadnych nowości. By móc oglądać coś więcej trzeba było wykupić "upgrade". Nawet nie pamiętam ile kosztował, nie byłam zainteresowana specjalnie. Lecąc z Mikim nie bardzo można się skupić na oglądaniu swoich filmów, nawet sześciolatek, który ma już "swoje" sprawy, wymaga atencji. Tak więc pomiędzy zabawą autkami, rysowaniem bohaterów z Lego Chima i czytaniem bajek, udało mi się obejrzeć dwa filmy: Pan Popper i jego pingwiny oraz Australia. Filmy nie wywołały u mnie jakichś głębszych uczuć, ale swoje zadanie rozrywkowe spełniły. Każdy ekran multimedialny można było obsługiwać za pomocą wyjmowanego pilota umieszczonego w siedzeniu. Ten sam pilot włączał również górne światło i przywoływał stewardessę. 



JEDZENIE

Teraz trochę o jedzeniu. Były dwa posiłki, w tym jeden ciepły. Jedzenie było smaczne, ale jak dla mnie było go zbyt mało jak na 10 godzin lotu, zwłaszcza, że lecieliśmy w dzień i nie spaliśmy w ogóle. Jedzenie było serwowane w bardzo ładnych pudełkach.

ciepły posiłek

przekąska na zimno
Podawano również dwa razy w ciągu lotu kawę i herbatę oraz napoje zimne. Natomiast wiadomo nie do dziś, że powietrze w samolocie jest bardzo suche, zatem zapotrzebowanie na wodę i soki jest większe. Tutaj znów wygrywa niemiecka linia, ponieważ na ich lotach obsługa w ciągu całego lotu kursuje między pasażerami z tacą pełną napitków. W Locie jeśli chce Ci się pić to musisz udać się na koniec samolotu do stewardess, można też użyć przycisku w pilocie, ale nie sposób przywoływać obsługę co godzinę :) Dodatkowo rzecz miła, ale oczywiście nie najważniejsza, na pokładzie Lufthansy podaje się również w ramach ceny biletu białe i czerwone wino, piwo oraz inne popularne alkohole. W Locie za podobną przyjemność trzeba zapłacić.

ŁAZIENKI

Piszę o nich dlatego, że przy długim locie z mnóstwem napoi nawadniających, często się z nich korzysta. No i cóż, łazienka w samolocie wszędzie jest taka sama. Po kilku godzinach nie jest w niej przyjemnie. Dlatego zajrzałam do niej już na samym początku i porobiłam kilka zdjąć.

Zastałam krem do rąk i szczoteczki do zębów,


mydło w płynie,

odświeżacz powietrza i......


.... prawdziwą różę!


To z kolei bardzo miłe akcenty, które miały na celu uczynić wizytę w toaletach przyjemniejszą.


KOLOROWE OKNA

Innowacją, którą chwalił się producent Dreamlinera jest elektrochromowany materiał, który przyciemnia okna, ale nie zasłania widoczności. Załoga mogła dowolnie manipulować kolorem szyb, włączając nocą oświetlenie imitujące nocne niebo i budząc pasażerów światłami wschodzącego słońca. To naprawdę fajny gadżet, który tworzył przyjemne światło w środku. Zdjęcie dobrej jakości było jednak trudno wykonać.



INNE

Producent Dreamlinera podkreślał również, że w B787 wyciszone zostały odgłosy silników oraz zmniejszone odczuwanie turbulencji. Turbulencje czułam, ale może były silniejsze w rzeczywistości, natomias poziom hałasu trudno mi ocenić, ponieważ po długim locie każdemu jeszcze przez długi czas szumi w głowie :)
Działo się  coś nieciekawego z klimatyzacją, ponieważ w niektórych miejscach pasażerom dosłownie woda kapała na głowę. Obsługa wkładała w cieknące miejsca ręczniki papierowe, ale był to zabieg niestety tymczasowy. 

Do Nowego Jorku na JFK dotarliśmy cali i zdrowi, ale końcówka była nieciekawa. Tu jednak zawiniło lotnisko. Otóż po wylądowaniu przyszło nam spędzić kolejne kilkadziesiąt minut w samolocie, ponieważ była kolejka do "rękawów" przy gate'ach. Pasażerowie mocno się niecierpliwili, odpinali pasy i mimo upomnień obsługi, ściągali z luków bagażowych swoje walizki i szykowali się do wyjścia. Ostatecznie po około 40 minutach oczekiwania udało nam się wydostać z samolotu.

Cieszę się, że mogłam doświadczyć lotu Dreamlinerem. Jeśli będzie okazja chętnie polecę nim jeszcze raz, byle tylko nie na tak długiej trasie. :)))

Przygotowując tego posta znalazłam kilka ciekawostek na temat B787. Oto niektore z nich:

- Jeden pasażer B787 "waży" 12 mil morskich. Dreamliner zabierając na pokład jednego pasażera mniej mógłby przelecieć ponad 22 km dłuższy dystans.

- Gdyby całe włókno węglowe użyte do produkcji B787 ułożyć na taśmie o szerokości 2,5 cm, taśma ta ciągnęłaby się na długość ok. 3500 km. Tak długa taśmą można otoczyć Polskę wzdłuż granic wraz  z wybrzeżem.

- Aby wypełnić całą kabinę samolotu piłeczkami ping-pongowymi, trzeba byłoby zużyć 13 mln piłeczek. Przestrzeń bagażowa jest dwukrotnie większa - tam mieści się 27 mln takich piłek.

- Dreamliner produkuje ponad 1,5 megawatów energii. Jest to moc wystarczająca do zasilenia 3 sklepów spożywczych, 60 domów lub 2 mln iPodów.

- Gdyby ustawiono wszystkie samoloty 787 Dreamliner zamówione dotychczas przez linie lotnicze świata, to rozciągałyby się one na długość blisko 40 km.
(za onet.pl)

Miejmy nadzieję, że Dreamliner będzie doświadczał coraz mniejszej liczby usterek i awarii, a w zamian za to będzie cieszył się coraz większą popularnością wśród podróżujących.











11 comments:

  1. Szczerze? Bałabym się lecieć taką "nowością", bo już parę usterek miał. Ale za parę lat, czemu nie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nawet nie mówię co mi spędzało sen z powiek przed podróżą! :)

      Delete
    2. Wyobrażam sobie, sama jak pomyśle, że miałabym nim lecieć to mam ciarki :D

      Delete
  2. Nienawidzę latać samolotami m.in. przez takich "należy mi się"... Wyobraź sobie, że ja kilka razy zostałam walnięta w głowę siedzeniem na przeciwko mnie, bo ktoś nie raczył obrócić się i sprawdzić czy moze sie rozlozyc jak hrabia. Ja mialam wtedy glowe polozona na kolana i probowalam zasnąć :/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam kilka podobnych historii :/ Kiedyś włożyłam kubeczek z sokiem pomidorowym w ten uchwyt koło stolika, a pasażer przede mną bez słowa z całym impetem rozłożył fotel... cały sok wylądował na mnie, na mojej książce i wlał się również do otwartej torby, która miałam na podłodze. Byłam wściekła!!!

      Delete
    2. A tez taką historie mialam! Tyle ze nie w samolocie a w autobusie. To byla długa, 10-godzinna trasa i jak juz bylam masakrycznie wykonczona po 8 h, to poprosilam o herbate. Podali mi herbate, ja wlozylam ją w ten otwór na kubek i dokladnie w tym momencie baba siedząca przede mna zaczela sie rzucac na tym swoim siedzeniu, a mi gorąca herbata zaczela sie lac po kolanach. Jak jej zwrocilam uwage, ze moglaby troche pomyslec zanim zacznie tak gwaltownie ruszac fotelem, to jeszcze była wielka obraza i foch. :P

      Jeszcze mam inna ciekawostke.... ja autobusami jezdzilam z Polski do Niemiec dosc czesto, bo w Niemczech odwiedzalam meza, ktory tam stacjonowal. I znow jestesmy juz prawie na koncu podrozy, i zglodnialam wiec zaczelam pałaszowac kanapke, gdy nagle czuje, ze cos zaczelo strasznie smierdziec... jak speśniały ser, stare skarpety, grzyb i stęchlizna. Rozglądam sie dookola siebie zeby zlokalizowac co tak wali i tu zauwazylam, ze pod mój podłokietnik starsza kobieta wlozyla swoją gołą, wyjętą przed chwilą z buta spoconą stope! Myslalam, ze puszcze pawia. Oczywiscie kanapki juz nie dokonczylam jesc, bo mnie zemdlilo.

      Delete
  3. Zamarłam jak to przeczytałam! Historia zapachowa nie przydarzyła mi się nigdy, mogę więc jedynie sobie wyobrażać jakie to musiało być okropne przeżycie!!! Mam nadzieję, że już Cię nie otrzepuje na jego wspomnienie! :)))

    ReplyDelete
  4. Atencja? A nie mozna po polsku napisac "uwaga"? Dlaczego na sile zangielszczac jezyk polski. Podobnie jak z ta destynacja.

    ReplyDelete
  5. Nie wydaje mi się, bym używając słów atencja bądź destynacja "zangielszczała" (a to ciekawe słowo swoją drogą...) język polski. To wyrazy stale używane, a ponieważ panuje wolność słowa, na swoim blogu, planuję jak u Fredry "wolnoć Tomku w swoim domku". Piszę prosto z serca,a przecież o to chyba w tym wszystkim chodzi, by forma nie przerosła treści, czyż nie? Dziękuję za komentarz. :)

    ReplyDelete
  6. Przerażające, czeka mnie nie długo podróż samolotem i teraz zastanawiam się jak to zrobić. Na szczęście moja podróż będzie w granicach europy więc są inne rozwiązania i teraz się zastanawiam czy warto lecieć samolotem aby zaoszczędzić kilka godzin. Dzięki za przydatne informacje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Samolot wciąż uważany jest za najbezpieczniejszy środek transportu. Jeśli zależy Ci na czasie polecałabym samolot. Loty na terenie Europy są krótsze od tych transatlantyckich, więc powinno być dobrze! Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam :)

      Delete

Porozmawiajmy!