Tuesday, April 22, 2014

Easter Egg Hunt

W tym roku po raz pierwszy uczestniczyliśmy w bardzo amerykańskim wydarzeniu około świątecznym zwanym Egg Hunt, które śmiało można przetłumaczyć jako po prostu polowanie na jaja. 
Egg Hunt to gra polegająca na odnajdywaniu kolorowych, udekorowanych jajek, rozmieszczonych po całym domu, ogrodzie, bądź parku. Jajka mogą być prawdziwymi pisankami ugotowanymi na twardo, częściej jednak spotyka się kolorowe jajka plastikowe, wielokrotnego użytku, które otwiera się podobnie jak jajka niespodzianki. W środku takich sztucznych jajek można znaleźć cukierki, czekoladki, owocowe żelki lub tajemniczy kupon, który jest kluczem do większej nagrody. Często jajkiem o największej wartości jest to koloru złotego.

Jak zwykle trochę historii

W przedchrześcijańskich czasach, kiedy celebrowano nadejście wiosny jajko było symbolem odrodzenia ziemi. Jednak pisanka sama w sobie została zdefiniowana przez pierwszych Chrześcijan, jako wielkanocny symbol zmartwychwstania Jezusa, porównany do grobu, z którego powstał.
Lizette Larson - Miller, profesor  z Theological Union w Berkeley, prześledziła ten specyficzny zwyczaj wielkanocnego polowania aż do jego początków, które sięgają reformatorskich czasów Martina Lutera Kinga. Według Larson-Miller  King organizował easter egg hunts, w czasie których mężczyźni chowali pisanki dla bawiących się dzieci i kobiet. To miało przypominać poszukiwanie grobu Chrystusa. Inna badaczka Mary Jane Pierce Norton stwierdziła, że jest coś takiego w polowaniu na jajko, co można porównać do poszukiwania grobu Jezusa. Kiedy je znajdujemy ogarnia nas radość podobna do tej, którą czuły niewiasty odwiedzające mogiłę Jezusa kiedy okazało się, że Pana już w niej nie ma i spełniło się jego proroctwo. 

Idea wielkanocnego zajączka, przynoszącego świąteczne jajka jest znana przynajmniej od XVII w. Wprowadzenie zwyczaju egg hunt na kontynent Europejski zostało udokumentowane w 1892 r. przez A. E. Housmana, profesora z University College w Londynie. Pisał on wówczas o przyjemności jaką odczuwaja dzieci w czasie odkrywania kolejnych kolorowych jajek pochowanych po całym domu i ogrodzie. 

Polowanie na jajka ma również swoje miejsce w Księdze Guinessa. Ostatni rekord padł oczywiście w USA w 1985 r. w Homer, w stanie Georgia. Na 80 tysięcy jajek polowało 950 osób.

Teraźniejszość 

Współczesne egg hunt daje masę frajdy mniejszym i większym dzieciakom, aczkolwiek według mnie idea, która kiedyś symbolizowała poszukiwanie grobu Pańskiego zmieniała się w bardzo komercyjne i konsumpcyjne wydarzenie. Chyba mało kto wie, jakie były korzenie tej zabawy. A jeśli nawet wie, to pewnie o tym nie mówi, z uwagi na poprawność polityczną.

A jak było u nas?

Tydzień przed świętami nasz Miki polował dwa razy, w ciągu tego samego dnia! Najpierw szukaliśmy jajek na terenie kampusu firmy, w której pracuje M. Korpo się postarała i bardzo sprawnie przygotowała całe przedsięwzięcie. Dzieciaki pracowników podzielono na cztery grupy wiekowe. Miki znalazł się w przedziale 7-8. Na trawiastych  kwadratach o powierzchni mniej więcej 30m2 organizatorzy rozłożyli kolorowe jajka z plastiku i pełno świątecznych drobiazgów, m.in kubki, ramki na zdjęcia, małe zabawki, notesy. Słowem wszystko o czym już kiedyś pisałam, a co ostatecznie wyląduje na dnie głębokiej szuflady. Chodzi jednak o zabawę, po której Miki powiedział, że wszystko co uzbierał będzie mu bardzo potrzebne. :)


Grupa Mika startowała jako czwarta. Pan z megafonem ogłosił start i dosłownie w ciągu 3 minut trawa została idealnie wysprzątana.Mój syn poszedł w konkrety i to duże. Do swojego koszyka powkładał wszystko co uznał za wartościowe oraz jajka w liczbie trzy.


Człowiek uczy się na błędach i tak o to mój siedmiolatek odkrył, że jego łowcza strategia nie była do końca właściwa. Okazało się bowiem, że owszem miał wiele wielkanocnych drobiazgów, ale to plastikowe jajka były czarnym koniem zabawy. Oprócz cukierków i czekoladek zawierały bowiem tajemnicze kupony, o których wspominałam już wcześniej. Zdobywca takiego kuponu udawał się do wielkiego stołu z nagrodami, gdzie mógł wybierać i przebierać w bardzo ciekawych grach planszowych. Miki zachował się jednak bardzo dojrzale i miło mnie zaskoczył. Powiedział: you get what you get and you don't get upset (masz co masz i nie złościsz się).


Po polowaniu każdy uczestnik otrzymał zestaw do farbowania jajek, kolorowe wiaderko na polowanie na przyszły rok i ... niebieską wodę mrożoną. Była paskudnie słodka, więc niestety wylądowała w koszu. Znów wychodzi amerykańska słabość do cukru. Przecież można było wręczać świeże marchewki do chrupania. Nie dość, że tematycznie to jeszcze zdrowo!


Na drugie polowanie przenieśliśmy się do domu mojej koleżanki z PTO. Trawnik przed jej domem był usłany kolorowymi jajkami.



Moja koleżanka zaprosiła swoich sąsiadów i kilku znajomych ze szkoły. Dzieci było naprawdę dużo, ponieważ przeciętna amerykańska rodzina ma trójkę dzieci. Wszyscy z niecierpliwością czekali na sygnał startu.


Miki był bardzo podekscytowany. Co zresztą widać na zdjęciu :).


Według zasad ustalonych przez domowników, najcenniejsze były jajka koloru złotego, w których znajdowały się karteczki z numerkami. Złotych jajek było 12.
Miki tym razem postawił chyba na inną strategię i stał się jednym z posiadaczy najcenniejszego jaja! 


Dzieci różnie reagowały na efekty swojego polowania. Najtrudniej było wytłumaczyć trzyletnim maluchom dlaczego nie znalazły złotych jajek. Całe polowanie trwało niespełna 10 minut. Po zakończeniu poproszono zwycięzców  o  ustawienie się do wspólnego zdjęcia, co nie było łatwe. :)


Potem dzieciaki wyciągnęły z jajek numerki i poszły odebrać swoje nagrody.


Miki był bardzo zadowolony ze swojej zdobyczy. Inni chłopcy proponowali mu zamianę, ale się nie zgodził. Napis LEGO zawsze działa na niego magicznie. :)


Po zakończeniu egg hunt, dzieciaki bawiły się na ogrodzie, a największą atrakcją była trampolina.


Dla dorosłych też przewidziano miłe małe co nieco. Moja koleżanka nie ma dużego ogrodu, ale bardzo przyjemnie siedziało się na patio na tyłach domu.


Tam można było coś zjeść i napić się. Spotkanie miało charakter tak zwanego potluck party, czyli każdy przyniósł ze sobą jakąś przekąskę do spróbowania. 




Ja przyniosłam naszą polską babkę cytrynową. Na zdjęciu jej nie widać, bo jest w pojemniku. Moja koleżanka i jej mąż byli bardzo gościnni. Smażyli dla wszystkich burgery i hot dogi, serwowali drinki.



Pogoda była jak na zamówienie, więc spotkanie nieco się przeciągnęło. Przyjemnie sączyłam piwko z limonkę i próbowałam kuchni moich amerykańskich znajomych.



Wybrałam tajski makaron, warzywa, sałatkę ryżową i bagietkę z pepperoni. Niezłe.


Tak oto leniwie minęła nam sobota. Zgadnijcie co robiliśmy po powrocie do domu :) Oczywiście graliśmy w grę LEGO. Muszę przyznać, że bardzo przypadła do gustu całej rodzinie. Nawet M. się wciągnął. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiej gry. Najpierw trzeba zbudować planszę z klocków, a dopiero potem się gra. Polecam! Świetna zabawa :)



Podsumowując temat egg hunt, uważam, że jest to miła inicjatywa, ale gdybym nie przeczytała, że ma być alegorią poszukiwania Grobu Pańskiego, nigdy nie przyszłoby mi to do głowy. W Stanach ludzie szanują swoje wybory religijne i w towarzystwie nie mówi się na te tematy, traktując je jako zbyt osobiste. Może słusznie? To co zaobserwowałam do tej pory to bardzo konsumpcyjne podejście do wszelkich świąt i wydarzeń. Wydaje mi się, że w Polsce ludzie bardziej duchowo i poważnie podchodzą do Świąt Wielkiej Nocy. Może dlatego, że ponad 90% Polaków to zdeklarowani katolicy. W Stanach jak wiemy występuje różnorodność religijna, która jest wynikiem wielokulturowego pochodzenia. Amerykanie przed Wielkanocą zdobią swoje domy i rozmawiają o czekoladowych zającach, które przynoszą prezenty. Ale to temat na następny post :).


Polowanie na jaja samo w sobie jest dobrą zabawą uczącą spostrzegawczości, gdyby dodać do tego jeszcze kilka słów na temat genezy - będzie idealnie!


Czy taki zwyczaj dotarł już może do Polski? A jak jest na Wyspach? Piszcie!

2 comments:

  1. W życiu bym nie powiedziała że polowanie na jajka to alegoria poszukiwania Grobu Pańskiego. W Polsce raczej tego zwyczaju jeszcze nie ma i nie myślę żeby się przyjął.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też Kasiu. Gdybym nie przeczytała, nigdy nie przyszłoby mi to do głowy!

      Delete

Porozmawiajmy!