Sunday, May 11, 2014

Wielkanoc po amerykańsku!

Wiosna przyniosła ze sobą nowe obowiązki i zajęcia. Stąd też chwilowa cisza na blogu. Pisanie o Wielkanocy w maju jest passe. Ponieważ jednak to wirtualne miejsce jest też moim swego rodzaju pamiętnikiem, nie mogę pominąć tego święta w wersji amerykańskiej. Pierwsza poważna obserwacja to taka, że Polacy podchodzą do Wielkanocy o wiele poważniej. W USA to święto nie ma tak znaczącej rangi. Amerykanie z o wiele większą atencją podchodzą do Bożego Narodzenia, Święta Dziękczynienia, a nawet Święta Niepodległości.
W praktyce Święta Wielkanocne w USA trwają tylko jeden dzień - niedzielę. W poniedziałek prawie wszyscy wracają już do pracy.

Ulubionym zajęciem amerykańskich dzieci jest przygotowanie pisanek. Pisankami dekoruje się drzewko wielkanocne, a domy podobnie jak na Boże Narodzenie, są bogato przystrajane zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Amerykanie nie znają tradycji święcenia pokarmów w Wielką Sobotę. Najpopularniejszą wielkanocną potrawą jest gotowana szynka z ziemniakami i warzywami. Są też babeczki, marchewkowe ciasta i jajka w różnej formie. Śniadanie wielkanocne spożywane jest najczęściej w restauracji. Nie ma zwyczaju dzielenia się jajkiem i składania sobie życzeń.
Popularnym symbolem Wielkanocy w USA jest nie baranek, lecz zajączek (Easter Bunny). Wywodzi się on jeszcze z czasów pogańskich, kiedy bogini Eastre (stąd angielska nazwa Wielkanocy - Easter) była czczona za pośrednictwem jej ziemskiego symbolu - zająca. Tradycję tę sprowadzili do Ameryki imigranci z Niemiec. W wielu domach zajączek (w tej roli rodzice) "przynosi" prezenty. Z pewnością Amerykanom nie można odmówić smykałki do zabaw wielkanocnych. Najbardziej znany obyczaj to easter egg hunt, który opisywałam we wcześniejszym wpisie, polegający na chowaniu po zakamarkach domu i ogrodu pisanek. Jeśli dziecko odnajdzie zgubę, otrzyma od Wielkanocnego Zajączka (Easter Bunny) koszyczek pełen smakołyków, owoców i drobnych upominków.

W Niedzielę Wielkanocną w wielu miastach odbywają się parady. Najsłynniejsza z nich to Easter Parade w Nowym Jorku, gdzie tego dnia Piątą Aleją przechodzą eleganckie damy ubrane w stroje z dawnych epok, eksponując zwłaszcza kapelusze. Tradycją stało się również, że grupa dzieci z ubogich rodzin co roku zapraszana jest do Białego Domu. Tam w ogrodzie wspólnie z prezydencką rodziną wszyscy ścigają się tocząc jajka po trawniku, tzw. Easter Egg Roll. 

Bardzo się starałam by nasza tegoroczna Wielkanoc była choć namiastką polskich świątecznych tradycji. Były zatem wiosenne porządki, w jeden dzień nawet do 1. w nocy ;). W Wielką Sobotę przygotowaliśmy koszyk z pokarmami i pojechaliśmy do polskiego kościoła je poświęcić. W niedzielę zjedliśmy uroczyste śniadanie, a na obiad zostaliśmy zaproszeni do znajomych, których chyba śmiało możemy traktować jako naszą przyszywaną amerykańską rodzinę. Spędzamy z nimi prawie każde ważne amerykańskie święto. :)
Nasi znajomi, Fran i Lloyd, prowadzą dom otwarty, często zapraszają międzynarodowe towarzystwo. Tegoroczny obiad świąteczny jedliśmy w towarzystwie amerykańskim, chińskim i indyjskim.

Gospodyni przywitała nas ponczem zrobionym z malinowej lemoniady, piwa i wódki. Choć nie przepadam za mieszankami tego typu, muszę przyznać, że ta bardzo mi smakowała!

poncz
Na stoliku barowym wyłożone były przekąski. Hummus własnej roboty (powtórzyłam go później w domu i wyszedł cudnie), wędlina nadziewana serem i ostrą papryką,


świeże warzywa z dipem szpinakowo-karczochowym,


faszerowane jajka, które ja przyniosłam i kilka innych smakołyków, których nie zdążyłam sfotografować. (ps. jajka wszystkim bardzo smakowały).


Pogoda była jak na zamówienie i Miki wykorzystał ten czas na robienie ogromnych baniek na ogrodzie.


Jak już znudziły mu się bańki, zaczął bawić się w fotografa. Byłam chyba jego ulubioną modelką, bowiem na karcie znalazłam mnóstwo swoich zdjęć. Niektóre z obciętą głową, czasem połową twarzy :). Poniżej jedno z lepiej wykadrowanych :))).


Tak zwane "selfie" wychodziły mu najlepiej!


Jeszcze przed obiadem Fran i Lloyd zorganizowali specjalnie dla Mikołaja polowanie na jajka. W roli głównej pisanki, pochowane w ogrodzie.


Miki był jedynym polującym i był chyba z tego bardzo zadowolony.


Gospodarze sprytnie pochowali jajka, w bardzo różnych miejscach.


Po kliku minutach papierowa torba Mika zapełniła się kolorowymi pisankami.


Nagroda też była. Oczywiście czekoladowa.


Po polowaniu przyszedł czas na obiad. Fran upiekła chleb - bardzo dobry. Ja przyniosłam wcześniej zrobiony w domu żurek. Cudny smak. Kiedy to piszę pracują mi wszystkie kubki smakowe na samo wspomnienie. To niebywałe do jakiej rangi urasta butelka żurku starowiejskiego w szklanej butelce przywieziona z Polski.



Ponieważ gospodarzom znudziła się szynka świąteczna, podano ravioli z baraniną i serem. Pyszne!

ravioli z mięsem w sosie pomidorowym 
ravioli z serem w sosie śmietanowym
sosy
Do sosów zaserwowano świeżo starty parmezan, który doskonale wykończył to danie. Osobno w półmisku były też szparagi, nie mam niestety ich zdjęcia. Mogę jedynie powiedzieć, że tak dobrze zrobionych dawno nie jadłam. Próbowałam potem zrobić szparagi u nas w domu, ale dużo przede mną jeszcze prób zanim osiągnę podobny efekt.

Jeszcze trochę o deserze. Była kawa i herbata oraz ciasto cytrynowe o nazwie "lemon brownies" :)


oraz kolejny raj dla podniebienia - biszkopt z musem kokosowym. Poezja!!!


Na słodko można też było zjeść chińskie karmelki. Dla mnie trochę za twarde. Wolę nasze polskie krówki, najlepiej te, które się trochę ciągną. :)


Objedzeni, bo inaczej nie da się nazwać tego stanu poobiadowego, w którym się znaleźliśmy, przystąpiliśmy to części rozrywkowej. Miki grał w scrabble z córką gospodarzy.


Potem wszyscy zgraliśmy w taką grę planszową Apples to Apples. Całkiem zabawna!


Do domu pozbieraliśmy się około godziny 8. wieczorem. Trudno było nam uwierzyć, że to już koniec świąt. Bardzo nam brakowało tego poniedziałku, który dla nas byłby leniwy nie lany.

Ogólnie rzecz biorąc, Wielkanoc spędziliśmy przyjemnie, ale przeżyliśmy ją bardziej rozrywkowo niż duchowo. W Polsce byłoby zupełnie inaczej.

Jestem ciekawa jak Polacy w innych krajach celebrują Wielkanoc. Choć w głowie już maj, podzielcie się wrażeniami z tegorocznych świąt!






4 comments:

  1. Jednak święta w USA to nie to samo co w Polsce ;)
    A tak z ciekawości, jak mówią na twojego synka? Mikolaj? Miki? Mike?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszyscy mówią Miki. Gorzej jak przychodzi do pełnego imienia. Wtedy w wymowie wychodzi im M I K O L A DŻ, czego mój syn nie znosi! A wszystko przez literkę J na końcu. :)

      Delete
  2. Haha no właśnie tak myślałam jak oni sobie z tym "J" radzą. Tak, Miki brzmi zdecydowanie lepiej :D

    ReplyDelete
  3. Moje imię "Agnieszka" to już jest wyzwanie! :)

    ReplyDelete

Porozmawiajmy!