Sunday, June 22, 2014

Workout Music czyli muzyka do ćwiczenia - moja playlista.

Dzisiaj w ramach kontynuacji mojej muzycznej playlisty, chciałabym podzielić się z Wami swoimi  aktualnie ulubionymi utworami, przy których ćwiczę. Dodają mi niesamowitej energii, może dodadzą jej i wam! Wiadomo nie od dziś, że w Ameryce chodzi się do "gym". Zastanawiałam się kiedyś czy jest to kwestia mody, czy jednak potrzeby. Ponieważ kultura jedzenia na zewnątrz jest tutaj zjawiskiem codziennym, naprawdę nie sposób nie ćwiczyć. W amerykańskich restauracjach jedna porcja dania głównego śmiało może usatysfakcjonować przynajmniej (!) dwie osoby. Ale  to temat na innego posta. :) Wracając do aktywności fizycznej, dla mnie chodzenie do klubu fitness jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Co prawda na osiedlu, na którym mieszkamy, oddano do naszej dyspozycji salę fitness i otwarty na czas letni basen odkryty, ale to jednak nie to samo. Bardzo żałuję, że nie mam w sobie tyle samozaparcia, ile moje niektóre koleżanki. Po prostu nie potrafię się mobilizować do regularnych ćwiczeń we własnym towarzystwie. Jako osobnik "stadny" potrzebna mi jest grupa. 

Biznes fitness w Stanach Zjednoczonych jest bardzo dochodowy. Nie mówi się tutaj o klubach, ale wręcz o korporacjach fitness. O tym przemyśle zaczęto mówić poważnie po raz pierwszy w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, kiedy popularny stawał się aerobik. Członkostwa w klubach rosły od 1990 r., a pierwsze lata po 2000 r. były czasem największego wzrostu. Na początku poprzedniej dekady w USA działało 16 938 klubów i ta liczba wzrosła do 29 636 w styczniu 2008 r. Obecnie 51 mln Amerykanów jest posiadaczem członkostwa w klubie fitness. Połowa z tego to kluby komercyjne, a reszta to miejsca typu YMCA, kluby non-profit, tzw. country clubs, centra sportowe dla pracowników przy firmach oraz spa. Bieżące dane wskazują na to, że ten biznes rocznie generuje ponad 24 mld dolarów, zatrudniając tysiące pracowników. Analitycy przewidują 23% wzrost tego rynku w ciągu kolejnych 10 lat. Franczyza jest najbardziej popularną forma prowadzenie biznesu fitness.

Ja jestem członkiem sieci LAFITNESS. W moim klubie, który czynny jest od 5. rano do północy w ciągu tygodnia i trochę krócej w weekend, jest wszystko czego potrzebuję. Zajęcia grupowe o dużej różnorodności, basen, siłownia, sauna i boisko do squasha, w którego zamierzamy niebawem zacząć grać razem z M. Jest też tzw. kids club, w którym można zostawić swoją pociechę na czas ćwiczeń. Tak w zasadzie wygląda większość klubów fitness, ale to co mnie przekonało to oferta cenowa, na którą udało mi się załapać, ponieważ stawki w niektórych miejscach są naprawdę nie z tej ziemi. Zaczęłam z nimi ćwiczyć w grudniu 2012 roku i zapisywałam się w czasie promocji świątecznej. Nie płaciłam tzw. wpisowego, a moja miesięczna opłata to $30. Klub dziecięcy kosztuje $10 za miesiąc lub $5 za jednorazowe wejście. Ja póki co zostawiłam Mika kilka razy na przestrzeni roku, więc płaciłam tylko jednorazowe opłaty. Normalnie staram się ćwiczyć do południa, kiedy Miki jest w szkole. Najczęściej korzystam z zajęć grupowych i basenu, mniej z siłowni. Godne podkreślenia jest to, że tu wiek nie ma znaczenia, ćwiczą wszyscy - od studenta do emeryta.  Nie zmienia to jednak faktu, że nadwaga nie przestaje tutaj być niestety zjawiskiem wszechobecnym. Jedna trzecia Amerykanów uznawana jest za klinicznie otyłą.

Jeśli chodzi o mnie, zajęcia, które najczęściej wybieram to joga, pilates, body works i zumba, (szczegółowy plan można znaleźć TU). Nie jestem wielbicielką ćwiczeń kardio, a zestawy - popularnej teraz w Polsce - Ewy Chodakowskiej mimo szczerych chęci, nadal są dla mnie zabójcze ;). Dlatego staram się poprawiać kondycję poprzez marszobieg, jazdę na rowerze albo na rolkach. Mamy to wielkie szczęście, że tuż za ulicą jest Bob Rodale Cycling and Fitness Park. To istny raj dla preferujących ruch na świeżym powietrzu. Park ma trzy tory dla różnych prędkości, ukryte w lesie. Można chodzić, biegać, jeździć na hulajnodze, rolkach, rowerze. Jest też piaskownica z zabawkami, których nikt nie zabiera do domu. Słowem cudnie. Napiszę kiedyś coś więcej na temat tego parku i załączę parę zdjęć. 

Wracając do muzyki, słucham jej kiedy właśnie jestem w parku. Ruch i energiczna muzyka nastrajają mnie bardzo pozytywnie. Może komuś z was również się sposobają moje wybory muzyczne:


1. Rudimental feat. Ella Eyre - Waiting All Night




2. Rudimental feat. John Newman - Feel the Love




3. Martin Garrix - Animals




4. Disclosure feat. Sam Smith - Latch




5. Klingande - Jubel




i na koniec jeszcze ta, która chyba mi się nigdy nie znudzi :)


6. David Gueatta feat. Sia - Titanium




Te piosenki to moi aktualni faworyci. Nie wyobrażam sobie wysiłku fizycznego bez muzyki. Mnie bardzo pomaga. Nawet w tej chwili, kiedy pracuję nad postem ciężko mi jest wysiedzieć w miejscu :). Jako że zaczęły się wakacje, mój Miki nie chodzi już do szkoły. Dopiero teraz znalezienie chwili na ćwiczenia będzie wyzwaniem!

Ten  wpis dedykuję Edycie, która pomimo nawału obowiązków związanych z domem i dziećmi, znajduje czas, by pracować nad swoim ciałem, a efekty tego są godne pozazdroszczenia. :) Tak trzymaj!


Ponownie poproszę o podzielenie się ulubionymi utworami do ćwiczeń i pozdrawiam w pierwszy w już kalendarzowym lecie!

Thursday, June 19, 2014

everclēn® - facial cleanser / preparat do mycia twarzy - recenzja

To będzie moja pierwsza publiczna recenzja kosmetyczna. Zakładam, że nie napiszę ich zbyt wiele, ponieważ wychodzę z założenia, że im mniej tym lepiej. Jeśli mam do wyboru absurdalnie drogi krem do twarzy z "natychmiastowymi efektami", a organiczny olej kokosowy z pierwszego tłoczenia na zimno, to zawsze wybiorę to co jest bliższe naturze. Ponieważ jednak żyjemy w świecie cywilizowanym, make up i kosmetyki kolorowe nie są mi obce. Długo szukałam produktu, który w delikatny ale jednocześnie skuteczny sposób oczyści moją twarz z makijażu i zanieczyszczeń całego dnia. Były mleczka kosmetyczne, płyny do demakijażu, aż w końcu trafiłam na Facial Cleanser firmy everclēn®



INFORMACJE O PRODUKCIE:

everclēn® cleanser gently eliminates dirt and oil without clogging pores, stripping skin of its natural oils or causing irritation. This light creamy cleanser completely rinses clean, helping to restore your skin’s natural pH balance for a softness you can see and feel.

Preparat everclēn® delikatnie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum z twarzy bez zatykania porów, nie pozbawiając skóry jej naturalnego natłuszczenia i nie powodując podrażnień. Lekki płyn do mycia całkowicie się spłukuje, pomaga przywrócić naturalną równowagę pH skóry, nadając jej miękkość, którą można zobaczyć i poczuć.


“Yes” to / "Tak" dla:

klinicznie testowany i zaaprobowany / clinically tested and proven

bezpieczny dla skóry wrażliwej / safe for sensitive skin

testowany dermatologicznie / dermatologically tested

niepodrażniający / non-irritating

hipoalergiczny / hypoallergenic

niezatykający porów / non-comedogenic

niemodyfikowany genetycznie / non-GMO

przyjazny weganom / vegan friendly

nietestowany na zwierzętach / no animal testing


“No” to / "Nie" dla:

mydło / soap 
(może wysuszać skórę, podrażniać oczy, wywoływać wysypkę)

zapach / fragrance
(mieszanka chemiczna, która jest druga najbardziej powszechną grupą alergenów kosmetycznych)

parabeny / parabens
(środek konserwujący kosmetyki i leki o działaniu bakteriobójczym i grzybobójczym, może być przyczyną uczuleń)

gluten / gluten
(mieszanina białek roślinnych występująca w ziarnach niektórych zbóż; jego nietolerancja może być przyczyną celiakii, wywołującej silne reakcje alergiczne)

ftalany / phthalates
(rozpuszczalniki stosowane w kosmetologii; ich duże stężenie zaburza gospodarkę hormonalną organizmu i może być przyczyną wad wrodzonych)

ropa naftowa / petroleum
(używana do rozpuszczania substancji kosmetycznych; ten czysty bezbarwny składnik ma właściwości zatykające pory, podrażniając skórę i nie pozwalając jej oddychać)

barwniki / colors
(zarówno te pochodzenia organicznego jak i syntetycznego, mogą podrażniać skórę)

dietanolamina / DEA's
(emulgator stosowany w kosmetyce; jego właściwości łączone są z efektami kancerogennymi)

laurylosiarczan sodowy / sodium lauryl sulfate
(środek powierzchniowo-czynny o silnych właściwościach wysuszających skórę)


SPOSÓB UŻYCIA:

Dampen face and neck. Dispense a dime-sized portion onto fingertips and delicately massage onto skin. Remove with warm water. Gentle enough to use in the morning and evening. For best results, use in conjunction with everclēn® toner and everclēn®face cream.

Zwilżyć twarz i szyję. Porcję płynu wielkości groszka wmacować opuszkami palców w skórę. Całość usunąć ciepłą wodą. Wystarczająco delikatny, by używać go rano i wieczorem. Dla najlepszych rezultatów, stosować w połączeniu z tonikiem i kremem do twarzy.



Ja sama wypracowałam sobie własna metodę mycia twarzy, która mi najbardziej odpowiada. Najpierw nawilżam twarz, potem rozprowadzam płyn opuszkami palców, a następnie myję twarz przy pomocy szczoteczki. Dzięki tam jednocześnie pozbywam się martwego naskórka, a twarz jest gładsza. Po zakończeniu mycia spłukuję twarz ciepłą wodą i wycieram ją papierowym ręcznikiem jednorazowym. Potem używając płatka kosmetycznego przecieram skórę płynem micelarnym. Na koniec nakładam krem jeśli jest rano, olejki jeśli jest wieczór. Moja twarz nigdy nie należała do "łatwym". Jeszcze w wieku 23 lat zmagałam się z bardzo nieprzyjemnym trądzikiem i byłam zmuszona stosować kurację hormonalną z popularnej wtedy Diany-35. Wolę się nie zastanawiać jaki ślad w moim organizmie pozostawiły te tabletki. Teraz w miarę możliwości staram się bazować na produktach naturalnych. Moja twarz nie jest już trądzikowa, ale nie jest też idealnie gładka. Jednak dzięki takiej pielęgnacji, jej kondycja znacznie się poprawiła.

SKŁADNIKI:

water (aqua), decyl glucoside, ammonium lauryl sulfate, glyceryl stearate, cocamidopropyl betaine, glycerin, ammonium laureth sulfate, PEG-150 distearate, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, lavandula angustifolia (lavender) flower extract, camellia sinensis leaf extract, guar hydroxypropyltrimonium chloride, phenoxyethanol, benzyl alcohol.

Dla bardziej wnikliwych szczegółowe informacje na temat składników można znaleźć TUTAJ.

INFORMACJE DODATKOWE:

Do not apply to broken or irritated skin or areas affected by rashes. Discontinue use and consult your doctor if skin sensitivity occurs. Avoid contact with eyes. Do not use on children or animals. For external use only. Do not ingest. Keep out of reach of children. Store at room temperature. 

Nie stosować na uszkodzoną lub podrażnioną skórę oraz obszary dotknięte wysypką. Przerwać stosowanie i skonsultować się z lekarzem, jeśli wystąpi wrażliwość skóry. Unikać kontaktu z oczami. Nie stosować u dzieci i zwierząt. Tylko do użytku zewnętrznego. Nie spożywać. Przechowywać w miejscu niedostępnym dla dzieci. Przechowywać w temperaturze pokojowej.

KONSYSTENCJA:

Mleczny płyn o średniej gęstości. Bezzapachowy. Łatwy w rozprowadzaniu i spłukiwaniu.

POJEMNOŚĆ:

5.8 fl. oz. (171 mL) 

OPAKOWANIE:

Plastikowa butelka z dozownikiem. Poręczna i łatwa w przechowywaniu. Całość zapakowana w papierowe pudełko dobrej jakości. Brak ulotki informacyjnej.



PRODUCENT:

everclēn®
c/o Home Heath™
2100 Smithtown Avenue
Ronkonkoma, NY 11779

CENA:

$13.99 / ~ 42 zł.


Mnie udało się kupić te produkt na promocji za $9.99 czyli około 30 zł. w lokalnych sklepie Healthy Alternative nieopodal mnie. W Polsce za dobry płyn do oczyszczania twarzy zapłaciłabym tyle samo bądź więcej.
Sprawdziłam również jak kształtują się ceny przy zakupach internetowych. Online można go kupić od $16.28 z przesyłką. Niestety nie znalazłam tego produktu w polskich e-sklepach.

MOJA OPINIA

Jest to jak dotąd najlepszy produkt do czyszczenia twarzy, jakiego używałam. Wygodny w użyciu. Jestem ciekawa jak będzie kiedy dobrnę do końca butelki. Pojemniki z pompką mają to do siebie, że nie jest łatwo wykorzystać ich pełną zawartość. Produkt stosuję od dwóch miesięcy, dwa razy dziennie i nie wykorzystałam nawet 1/4 butelki, zatem uważam, że jest bardzo wydajny. Bardzo ważne odnotowania jest to, że nie wysusza mojej twarzy. Pielęgnacja cery mieszanej to nie lada wyzwanie i ten produkt wydaje się dobrze sobie z tym radzić. Nie wykluczone, że uzupełnię swoje kosmetyki o tonik i krem z serii everclēn®. Cenę również uważam za rozsądną. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić ten facial cleaner wszystkim tym, którzy szukają ekologicznego produktu w dobrej cenie. 

Jeśli ktoś ma inne doświadczenie z produktami z serii everclēn®, bardzo proszę o podzielenie się wrażeniami. 
Chętnie również poczytam na temat innych produktów do oczyszczania twarzy!


Sunday, June 15, 2014

Muzyka łagodzi obyczaje... moja playlista.

Zastanawiałam się ostatnio jak istotną rolę odgrywa w moim życiu muzyka. Zbiór dźwięków sprawiających przyjemność. Jedna z najsubtelniejszych form przekazu, "początek i koniec wszelkiej mowy" jak twierdził Wagner. Nieodzowna część naszej codzienności. Są chwile, kiedy przytłoczona własnymi przemyśleniami i sprawami do załatwienia, wolę słuchać... ciszy. Jednak magia dźwięku również odpręża, pomaga odpłynąć w świat wykreowany przez naszą wyobraźnię. Dlatego po krótkiej ciszy wracam do dźwięków. Moje gusta muzyczne są bardzo zróżnicowane, eklektyczne wręcz. Dostosowuję je do chwili i potrzeby. Nie mam problemu z lączeniem sztuki elitarnej z kulturą masową ;). 

W samochodzie słucham radia, kiedy pracuję przy komputerze towarzyszą mi z reguły spokojne dźwięki, kiedy zajmuję się domem albo ćwiczę szukam czegoś energetycznego.

Ostatnio, zmęczona monotonnymi utworami jednego sezonu, które słyszy się w każdym możliwym miejscu, postanowiłam stworzyć własną playlistę dla własnej przyjemności. :). Z pomocą przyszedł youtube.com! Słuchałam przypadkowych kawałków, a z tych które zatrzymały moją uwagę na dłużej stworzyłam swoją listę muzyczną. Poniżej dzielę się z Wami pierwszymi pięcioma piosenkami mojego wyboru. Kategoria: słoneczne popołudnie, kieliszek białego wina  i  książka w ręce. Może komuś też się spodobają?

1. Carolina Wallace - Infinity / Wicked Game




2. The Acid - Basic Instinct




3. Plumb - Don't deserve you





4. Gabrielle Aplin - The power of love





5. Christina Perri - Human




Arystoteles powiedział, że "muzyka wpływa na uszlachetnienie obyczajów". Moim zdaniem grecki myśliciel bardzo trafnie ujął swoje spostrzeżenia.
Pomimo kłótni i sporów, do jakich dochodzi w dzisiejszym świecie, muzyka była, jest i będzie czymś, co nigdy nie przeminie. Wciąż będą powstawać nowe jej style, kompozycje, ale pozostanie ona jedną i tą samą muzyką, która jest dobra na wszystko. Muzyką, która łagodzi obyczaje, w mojej wersji na spokojnie! 

Jeśli macie jakieś swoje ulubione utwory koniecznie się podzielcie!

Tuesday, June 10, 2014

Fundraising po amerykańsku, czyli jak uzbierać ponad $10 000 w 3 godziny!


Tak.. maj był bardzo intensywny. Dlatego bez dłuższego owijania w bawełnę opowiem Wam dzisiaj jak wyglądają imprezy fundraisingowe w USA na poziomie bardzo lokalnym.

W dobrych dystryktach szkolnych przy każdej szkole funkcjonują odpowiedniki naszych polskich komitetów rodzicielskich. Z reguły nazywają się Parent Teacher Organization lub Parent Teacher Association. Moje PTO jest formalnie zarejestrowaną organizacją pozarządową, ma zarząd i swoich członków. Spotykamy się co miesiąc i planujemy imprezy szkolne.

W szkole Mika największym eventem fundraisingowym w ciągu roku szkolnego jest Jaindl Jamboree, organizowany w maju.
Przygotowania do takiej imprezy rozpoczynają się jednak wraz z początkiem roku szkolnego. To właśnie w okolicach września duże firmy planują swoje budżety i to do nich w pierwszej kolejności wysyła się listy z prośbą o dotację. 
Każde wydarzenie szkolne ma swój komitet organizacyjny, przeważnie dwuosobowy. Nasze jamboree z uwagi na swój rozmiar wymagało większej grupy osób. Przy ścisłej organizacji pracowało 8 osób.
Pierwszy raz spotkałyśmy się jesienią dzieląc obowiązki i ustalając plan działania. Nie powiem, dobrze się pracowało w towarzystwie dobrego wina. :)
Najpierw przygotowałyśmy szkic listu. Poniżej znajdziecie jego kopię, do wglądu.


Bardzo ważne, by taki list zawierał numer IRS (Internal Revenue System), dzięk któremu firma, która przekazuje dotację, będzie mogła odliczyć ją sobie od podatku, na podstawie tego właśnie numeru.

Pierwsza korespondencja trafiła do dużych firm. Część z nich ma specjalne formularze na swoich stronach korporacyjnych, do części wysyłaliśmy emaile i regularne listy. Bardzo pomocna okazała się TA strona, przeznaczona dla takich organizacji rodzicielskich, które wspierają pracę szkoły.
Po pracy korespondencyjnej o globalnym zasięgu, przyszedł czas na lokalne firmy i przedsiębiorstwa. Z listem w ręce odwiedzałam potencjalnych sponsorów i w krótkiej rozmowie wyjaśniałam jaki jest cel naszej imprezy fundraisingowej. 
Spektakularnego odzewu globalnego nie było, ale firmy lokalne bardzo chętnie przekazywały nam albo kilka swoich produktów albo karty podarunkowe o średniej wartości $30. Muszę się pochwalić, że z całej ósemki, ja zgromadziłam ich najwięcej. Wsparły nas restauracje, cukiernie, salony fryzjerskie i spa, serwisy samochodowe, kina i teatry, mogłabym jeszcze tak długo wymieniać.

Nasza impreza miała miejsce 9 maja. Na jej ogromny sukces finansowy złożyło się kilka elementów.


BASKET RAFLE

Pierwszym źródłem dochodu była losowanie koszyków, tzw. basket raffle. Już na kilka tygodni przed eventem rozpoczęłyśmy sprzedaż losów. W przedsprzedaży za arkusz składający się z 25 biletów trzeba było zapłacić $10, 4 arkusze czyli 100 biletów kosztowały $35. W dniu sprzedaży bilety kosztowały odpowiednio $12 i $40.
Nie było potrzeby samodzielnego przygotowania tych kuponów. Takie rzeczy można spotkać w sklepach z artykułami biurowymi typu Staples lub Office Depot i nie kosztują dużo.

przykładowe kupony, podobne do tych, które używaliśmy my 

W internecie znalazłam bardzo fajną instrukcję jak należy się posłużyć takimi biletami (poniżej). Zatem kupony z niebieskiej strefy wrzucane były do małych pudełek, ustawionych przed koszami. Oczywiście tu panowała zupełna dowolność. Można było więc wszystko postawić na jedną kartę i zdeponować swoje kupony w jednym koszu, a można było je wrzucać po kolei do każdego. My wybraliśmy te, które nas najbardziej interesowały. Największa liczba biletów trafiła oczywiście do koszyka LEGO. Kupon ze strefy zielonej dawał szansę na tak zwaną door prize, czyli nagrodę niespodziankę. Natomiast kupon ze strefy czerwonej zostawał w naszej kieszeni i potrzebny był za każdym razem kiedy odczytywano wylosowany numer. 


Powyższa instrukcja rozdziela jeszcze bilety na kolory w odpowiednich pudełkach, ale u nas nie było to takie skomplikowane. :)

Sponsorami koszyków były klasy i kilka lokalnych biznesów. Wcześniej przedstawiłyśmy klasom tematy koszyków do wyboru, a wśród nich m.in.: beach bag, camping, gardening, school supplies, grilling, Phillies fan, road trip, Barbie, car cleaning, Italian gourmet, spa, picnic, Lego, kid's crafts, movie night, family game night, sports, gift wrap, breakfast, coffee/tea, reading, summer fun, ice cream.

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć koszyków z ich tematami.

piknik
sztuki walki
Phillies fon
czytanie to frajda
koszyk czekoladowy
sportowe akcesoria z Parkland School Stricte
włoskie delikatesy
artykuły do pisania i kolorowania firmy Crawla
Barbie
kosmetyka samochodowa
akcesoria szkolne
rodzinny wieczór gier
lato
kawa czy herbata
koszyk śniadaniowy
kosz sportowy
dla aktywnych
plażowanie
ogrodnictwo
organiczne smakołyki
taniec
LEGO
Łącznie od klas i sponsorów uzyskaliśmy 49 koszyków. Losowanie zwycięzców miało miejsce pod koniec imprezy. Sala była pełna!


Niestety nie udało nam się wygrać koszyka z LEGO, ale staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami (cóż, raczej powinnam napisać posiadaczem) naturalnych kosmetyków Arbonne. Miki nie był szczególnie podekscytowany ;).


Nie znałam wcześniej tych kosmetyków, obecnie dokańczam swoje wcześniejsze. Jak dobiorę się do Arbonne to na pewno napiszę recenzję kosmetyczną.

SILENT AUCTION

Cicha aukcja to drugie i w zasadzie główne źródło naszego szalonego dochodu z tego dnia. Gwoli wyjaśnienia, cicha aukcja to licytacja przedmiotów i usług (a w naszym przypadku głównie usług), oparta na pisemnym podbijaniu cen. W szkolnej bibliotece na długich stołach ustawiliśmy ramki z opisami licytowanych usług, a obok nich listy, na których uczestnicy aukcji mogli wpisywać swoje propozycje cenowe. 

cicha aukcja
Cena wyjściowa usługi lub przedmiotu została ustawiona na poziomie 20% jej wartości. Zatem pierwsza oferta za kartę podarunkową do lokalnej restauracji o wartości $50 wynosiła $10. wygrywał ten, kto dał najwięcej na koniec aukcji. Naprawdę można było upolować ciekawe rzeczy w bardzo atrakcyjnych cenach. Poniżej zdjęcie fragmentu listy z przedmiotami i usługami wystawionymi na naszej aukcji.


W sumie na aukcji można było licytować ponad 120 rzeczy. Miałyśmy nawet lot balonem o wartości $200! Z uwagi na dużą liczbę wystawianych przedmiotów, zakończenie aukcji podzieliłyśmy na dwie sesje. 


Po zamknięciu licytacji listy z ofertami zostały zebrane i odczytano nazwiska zwycięzców. Mnie udało się wylicytować to co na zdjęciu poniżej!


Z aukcji wyszłam uboższa o $123, ale za to z:

1/ usługami fryzjerskimi o wartości $110
2/ manicure i pedicure o wartości $48
3/ usługi spa o wartości $45
4/ 4 bilety do Zoellner Arts Center o wartości $72
5/ 4 bilety na festiwal w Shawnee Mountain o wartości $48
6/ roczne rodzinne członkostwo w Allentown Museum of Art o wartości $75

Po szybkiej matematyce za usługi warte $398 zapłaciłam trzy razy mniej. Dlatego właśnie uważam, że tego typu przedsięwzięcia przynoszą obopólną korzyść. Wspomagają działalność szkoły i jednocześnie umożliwiają zakup ciekawych rzeczy w dobrej cenie. Jeśli myślicie, że zaszalałam to musiałabym przytoczyć przykłady moich koleżanek, które lekką ręką zostawiały ponad $300. :)

Z ciekawostek wspomnę jeszcze, że na aukcji licytowane były np. śniadanie z dyrektorką szkoły, prywatne zajęcia z panią od plastyki, przejażdżka samochodem policyjnym i wiele, wiele innych.

FOOD SALE 

Ostatnim, ale równie ważnym elementem Jaindl Jamboree była sprzedaż jedzenia. Nawiązałyśmy współpracę z lokalną burgerownią SPUDS oraz kawiarnią z jogurtami mrożonymi MENCHIE'S. Spuds ustawiła przed szkołą swój namiot i sprzedawała swoje smakołyki oddając nam 20% ze sprzedaży. To samo zrobiło Menchie's tylko wewnątrz szkoły.


Spuds
mrożony jogurt
Menchie's
W imieniu PTO prowadziłyśmy sprzedaż jedzenia, które przynieśli rodzice. Były precle, ciasteczka, specjały kuchni indyjskiej i 30 pizzy, które zupełnie za darmo przygotowały dla nas dwie restauracje.

sprzedaż PTO
kafeteria
INNE ATRAKCJE

Żeby nie było, że całe wydarzenie było nakierowane tylko na zbieranie pieniędzy, dla wszystkich dzieciaków przygotowane były różne gry i zabawy przed szkołą. 

pokaz psów policyjnych
zwiedzanie auta policyjnego
gry..
... i zabawy
... i zabawy :)
i zabawy :):)
Impreza trwała 3 godziny i zgromadziła ponad 300 osób. Pogoda spisała się na piątkę i był to naprawdę udany wieczór. Wszyscy wychodzili zadowoleni.

LICZBY

Po ostatecznych obliczeniach wyszedł nam nie lada wynik. Zgromadziłyśmy dokładnie $10 763.46. Po odjęciu kosztów na czysto do szkolnego budżetu PTO dodało $9 483.57. Dla wszystkich to było niesamowite osiągnięcie, ponieważ zeszłoroczna impreza fundraisingowa przyniosła niecałe $3500. Poprzeczka zostala ustawiona wysoko na następny rok i już wiem, że znowu przygotowania zaczniemy z pierwszymi dniami września!

Nasze "selfie" z imprezy :)))


Po wszystkim trzeba było oczywiście posprzątać, a za całodniowy wysiłek nagrodziłyśmy się plotkując do późnych godzin nocnych przy winie i przekąskach w domu jednej z koleżanek.



________________________________________________________________

Uff! Udało mi się w końcu napisać, z czego bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że powyższe informację będą choć trochę przydatne. Gdyby ktoś potrzebował dowiedzieć się czegoś więcej, chętnie odpowiem na pytania!