Sunday, July 6, 2014

Happy Birthday America!


Właśnie kończy się Independence Weekend, czas kiedy Amerykanie celebrują swoją niepodległość. Jak oni świętują!

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?

Dzień Niepodległości (Independence Day) to święto państwowe w USA obchodzone corocznie 4. lipca w rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych od Wielkiej Brytanii w 1776 r.

Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych  to akt prawny autorstwa m.in.  Thomasa Jeffersona, uzasadniający prawo trzynastu kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej do wolności i niezależności od króla Wielkiej Brytanii, Jerzego III. Akt ogłoszono w Filadelfii podczas II Kongresu Kontynentalnego.

Obraz ilustrujący podpisanie deklaracji niepodległości autorstwa Johna Trumbulla (1819)
Podczas jednej z naszych wycieczek do Filadelfii, kiedy jeszcze nie pisałam bloga, odwiedziliśmy Congress Hall and Independence Hall, gdzie deklaracja została podpisana. Budynek jest doskonale zachowany, a duch historii jest tu wciąż obecny. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się napisać o "Philly" coś więcej.

stara pocztówka z Filadelfii
Deklaracja głosiła prawo do ustanawiania wszelkich aktów państwowych, wypowiadania wojny i zawierania pokoju przez dawne kolonie angielskie w Ameryce Północnej. Jej autorami, oprócz Jeffersona, byli John Adams i Benjamin Franklin. Sygnatariusze Deklaracji niepodległości zostali nazwani przez kolonistów ojcami założycielami - founding fathers.

Deklaracja Niepodległości była pierwszym oficjalnym oświadczeniem na temat tego, czym powinien być rząd. Ponadto, miała ona charakter uniwersalny, była czymś więcej aniżeli prywatnym przesłaniem skierowanym do Wielkiej Brytanii, był to apel do całej ludzkości.

W czasie naszej innej wyprawy, tym razem do Waszyngtonu DC, zajrzeliśmy do budynków Archiwów. Tam w szklanych i bardzo pilnie strzeżonych gablotach spoczywa oryginał deklaracji. Duża rzecz, robi ogromne wrażenie.

pierwsza karta Deklaracji Niepodległości
Idee zawarte w Deklaracji to synteza poglądów ówczesnych myślicieli oświeceniowych. Największy wpływ na treść tego dokumentu miała osoba Johna Locke, który swoją twórczością filozoficzno-literacką ustanowił kanon myśli oświeceniowej w odniesieniu do rządu i jego obowiązków względem obywateli. Thomas Jefferson wiedział, iż poglądy głoszone przez Locke’a pasowały do sytuacji, w jakiej znalazły się kolonie w dobie rewolucji, a także odzwierciedlały nastroje społeczne prowincji amerykańskich.

CZASY TERAŹNIEJSZE

Chociaż święto nieoficjalnie obchodzono już od 1777 r., to dopiero w 1870 r. Kongres Stanów Zjednoczonych oficjalnie ustanowił 4. lipca dniem wolnym od pracy bez wynagrodzenia dla urzędników federalnych. W 1931 r. zmieniono prawo, przyznając im wynagrodzenia za dzień wolny od pracy.

Świętują wszyscy i wszędzie. Doskonałym przykładem tego "wszędzie" jest nasze miasteczko. Na powierzchni zaledwie 9 km2 mieszka nieco ponad 4000 osób. Jednak takich uroczystości 4 lipca jak tutaj, nie powstydziłaby się żadna duża metropolia. Organizatorem obchodów tego święta jest Upper Macungie Township. W tym roku już po raz 30. mieszkańcy Breinigsville, zebrali się w Earl Adams Memorial Park. Mistrzem ceremonii był Carl Schmoyer III, artysta i wielki darczyńca tutejszej społeczności. Jako licencjonowany ekspert od fajerwerków (Pyrotechnics Guild International) czuwał nad całym pokazem. W ubiegłych latach jakoś nie udawało nam się dotrzeć do parku. W tym roku postanowiliśmy wziąć udział w tych uroczystościach. Miki przygotował się wizualnie :)


Parkingi wokół parku były zapchane do niemożliwości.


Na miejscu przywitały nas tłumy ludzi. Ciekawe czy przyszło całe miasteczko :)


Nad głowami zebranych powiewała amerykańska flaga.


Jeszcze szybki selfie przed zmierzchem - kiepskie światło, kiepska jakość :(, ale humory dopisywały.


Uroczystości zaczęły się o 19:15 muzyka graną na żywo. Potem lokalny zespół wokalny odśpiewał najważniejsze amerykańskie piosenki patriotyczne.  Oto niektóre z nich:

1/ I'm proud to be an American / Lee Greenwood


2/ God Bless America / Celine Dion


3/ America The Beautiful / Beyonce


4/ American Soldier / Toby Keith


5/ Battle Hymn of The Republic / Whitney Houston


Przypomniano również kluczowe wydarzenia, które doprowadziły do podpisania Deklaracji Niepodległości. Była to bardzo ciekawa lekcja historii. Przed samymi fajerwerkami poproszono wszystkich o powstanie, ściągnięcie nakrycia z głowy i położenie prawej ręki na piersi. Następnie wszyscy wspólnie odśpiewali amerykański hymn narodowy. Już kiedyś pisałam o tym, jaką moc ma taki zbiorowy śpiew. Jest to niesamowicie podniosła, szczera i chwytająca za serce chwila. Poniżej Jennifer Hudson śpiewająca narodowy hymn amerykański. Nagranie doskonale ilustruje to o czym napisałam!



W czasie ostatnich wersów hymnu w niebo poszybowały papierowe lampiony. No i jak tu się nie rozczulić!


Punktem kulminacyjnym wieczoru był trzydziestominutowy pokaz pirotechniczny. Światło połączono z muzyką, która idealnie zgrała się z wybuchami kolejnych kolorowych petard. Przypomniał mi się pokaz tańczących fontann przed hotelem Bellagio w Las Vegas! Show był przepiękny, szczerze się wzruszyłam. Robienie filmu iPhonem w ciemnościach nie miało jednak sensu. Na miejscu obecne były lokalne media, które zarejestrowały całość. Poniżej zamieszczam filmik z zeszłego roku, który dostępny jest na oficjalnych stronach Upper Macungie Township. Pewnie niebawem dostępne będzie video z 2014 r.


Z moich obserwacji wynika, że w Polsce zmienia się sposób celebrowania naszego Święta Niepodległości. A w obliczu ostatnich wydarzeń na Ukrainie każdy z nas jeszcze bardziej docenia co o znaczy być WOLNYM.

Wszystkim moim amerykańskim przyjaciołom życzę Happy Independence Day!





Friday, July 4, 2014

Relax, you're at the farm.... Community Supported Agriculture!!!


Poruszam dzisiaj bardzo ważny i jednocześnie przyjemny temat, mianowicie dostępu do zdrowych, ekologicznych produktów. Mamy to szczęście, że mieszkamy na tak zwanych przedmieściach i kilka minut od naszego domu zaczyna się zupełnie nie miejski krajobraz. Pola uprawne, farmy, przestrzeń...

Ostatnio zapoznałam się z zupełnie nieznanym mi wcześniej pojęciem community supported agriculture. Okoliczne farmy są w posiadaniu bardzo dużych obszarów rolnych, które są obsadzone różnego rodzaju zbożami, warzywami, owocami, kwiatami i ziołami. Wszystko siane jest zgodnie z sezonowością, co oznacza, że produkty nie są wspomagane żadnymi chemikaliami. Rosną zgodnie z porami roku w swoim własnym tempie. Rzecz jasna właściciel plonów nie jest w stanie sam zjeść tego wszystkiego, dlatego dzieli się z innymi, co przynosi mu niemałe korzyści finansowe. 

SYSTEM CSA - JAK TO DZIAŁA

Ujmując to najprościej CSA koncentruje się na produkcji wysokiej jakości żywności dla lokalnej społeczności, często stosując organiczne metody uprawy roli. Struktura marketingowa takiego przedsięwzięcia zakłada również dzielenie się ryzykiem pomiędzy jego członkami. Ten rodzaj rolnictwa funkcjonuje ze znacznie większym niż zazwyczaj stopniem zaangażowania klientów i innych zainteresowanych, w efekcie czego relacja konsument - producent jest o wile silniejsza. Głównym założeniem tego projektu jest opracowanie spójnej grupy odbiorców, która jest skłonna finansować całosezonowy budżet, aby otrzymywać zdrowe, organiczne produkty. Teoria CSA zakłada, że im większe farma otrzyma wsparcie, tym bardziej może skupić się na jakości produktów i zmniejszeniu ryzyka odpadów spożywczych, a także strat finansowych.

TROCHĘ HISTORII

Początek rolnictwu wspieranemu przez społeczność w Stanach Zjednoczonych, dała europejska biodynamiczna idea sformułowana przez Rudolfa Steinera. Dwóch rolników, Jan Vander Tuin ze Szwajcarii i Trauger Groh z Niemiec, przyniosło europejskie pomysły do USA w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Autorem pojęcia "rolnictwa wspieranego przez społeczność" jest Vander Tuin, który był współzałożycielem społeczności rolnej o nazwie Topinambur. Projekt realizowany był w pobliżu Zurychu. To właśnie on razem z Susan Witt, i Robyn Van En, w 1986 r. stworzyli CSA w Great Barrington w stanie Massachusetts. Jednocześnie w tym samym roku Anthony Graham, Trauger Groh i Lincoln Geiger założyli The Temple-Wilton Community Farm w New Hampshire. Tak powstały pierwsze CSA w Stanach.

Stowarzyszenie w Great Barrington przetrwało do 1990 r., kiedy wielu jego członków odeszło, tworząc Mahaiwe Harvest CSA, a jeden z jego pierwotnych założycieli, Robyn Van En, stał się bardzo wpływową osobą w amerykańskim ruchu CSA. W 1992 r. założył on CSA North America. Farma The Temple-Wilton miała więcej szczęścia i funkcjonuje do dnia dzisiejszego, stanowiąc bardzo ważny element życia tamtejszej społeczności, otrzymując dofinansowanie ze źródeł państwowych, federalnych i lokalnych. 

Od 1980 r., ruch CSA rozprzestrzenił się w całej Ameryce Północnej - głównie w Nowej Anglii, na północnym zachodzie, na wybrzeżu Pacyfiku i Kanadzie. Ameryka Północna ma teraz co najmniej 13 tys. gospodarstw rolnych typu CSA, z których ponad 12 500 mieści się w USA, zgodnie z danymi z Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych z 2007 r. Wzrost CSA wydaje się być skorelowany ze wzrostem świadomości ruchu ekologicznego w Stanach Zjednoczonych. Gospodarstwa CSA stały się nawet popularne w środowiskach miejskich jak udowodniła to koalicja rolna przeciwko głodowi w mieście Nowy Jork. Największym stowarzyszeniem rolnym z ponad 13 tys. subskrybentów jest Farm Fresh To You w Capay Valley w Kalifornii. CSA Québec (19 lat w 2014 r.) jest jednym z większych w świecie. Jest to unikalny system, w którym organizacja non-profit, wspiera technicznie rolników i dociera do klientów w ich imieniu. Ponad sto gospodarstw jest częścią tej sieci. 

Od 2008 roku, międzynarodowa sieć CSA Urgenci koordynuje rozpowszechnianie wymiany programów, które doprowadziły do powstania dziesiątek CSA na małą skalę w Europie Środkowej i Wschodniej.

MOJE DOŚWIADCZENIE

Z rolnictwem CSA zapoznała mnie moja koleżanka z PTO. Sama jest udziałowcem na takiej farmie i poprosiła mnie bym pomogła jej odbierać warzywa. Ona ma trzyosobową rodzinę i swój małīy ogród przy domu. Nie jest w stanie wykorzystać wszystkich produktów z CSA, pomimo, że posiada jedynie połowę udziału, dzieli się więc nim ze mną! Czasem, kiedy Hilda wyjeżdża, odbieram warzywa w jej imieniu. Dwa tygodnie temu, kiedy moja koleżanka podróżowała, zabrałam ze sobą na farmę Mikołaja. Był bardzo podekscytowany i chyba mu się podobało. 

Opowiem wam teraz jak wygląda taka wycieczka na farmę. Ta, na którą my jeździmy nazywa się Quiet Creek Farm i jest częścią Rodale Institute. Więcej o samym instytucie można przeczytać TUTAJ. Sezon trwa od początku czerwca do końca listopada. Produkty odbiera się w każdy wtorek od 1. do 6. popołudniu. Za swój udział można zapłacić jednorazowo ($750 za cały, $400 za połowę) lub tygodniowo ($25 za cały lub $15 za połowę). Uważam, że produkty warte są swojej ceny. 

wjazd na farmę
wiele mówiący napis
tablica informacyjna przy parkingu
Po zaparkowaniu samochodu trzeba udać się do wielkiej stodoły na przeciwko. 

stodola
Tam w wielkich koszach powykładane są zbiory z aktualnego tygodnia. Karta przy każdy koszu informuje ile warzyw przysługuje dla całego udziału, a ile dla połowy. 

cukinie
brokuły
rzodkiewki
jarmuż 
rzepa
młody czosnek
zielona cebulka
zielona sałata 
mieszanka sałat do zważenia
W stodole przy ścianach stoją lodówki i zamrażarki z produktami ekologicznymi. Jeśli ktoś ma ochotę, można je sobie kupić. Są to przetwory mleczne, jajka od szczęśliwych kur, mięsa i ryby.

cennik :) 


lodówka
Po zebraniu warzyw z koszy, wychodzi się na pola. Na tablicy trzeba odczytać co zbierane jest w danym tygodniu. My mogliśmy zjeść kilka truskawek na polu, uzbierać koszyczek słodkiego zielonego groszku, zerwać wiązkę zielonej pietruszki i kolendry.

tablica
Koszyczki dla zbiorów z pola są wielokrotnego użytku, trzeba je oddać. Rolnicy wskazują także jak wyglądają produkty gotowe do zerwania.

koszyczki
A potem wychodzi się w pole....


Na szczęście Miki wiedział, że warzywa zanim dotrą do sklepu rosną na krzaczkach. Powrót do natury sprawił mu wielką frajdę.


No i zbieramy! :)

zielony groszek
truskawki
pietruszka
kolendra
Wszystkie nasze skarby zapakowaliśmy do samochodu. Otworzyliśmy bagażnik, by ochłodzić auto, a sami w między czasie poszliśmy na długi, piękny spacer. Poniżej przedstawiam wam zdjęcia z naszej przechadzki.

pomidory rosną sobie
testowanie nowych warzyw
budynki gospodarcze
pluskające się świnie spodobały się Mikowi najbardziej
szczęśliwe kury
osiołki
młody farmer :)
owocowy gaj








zajączek



staw z rybami



rezerwat pszczół
ule
Z ciekawostek technologicznych, ogrodzenia elektryczne na farmie zasilane są energią słoneczną.


Obejście całej farmy zajęło nam prawie dwie godziny! To naprawdę duża posiadłość. Cudowna wiejska droga zaprowadziła nas z powrotem do samochodu. W brzuchach burczało, więc jak najszybciej trzeba było zrobić użytek z naszych warzyw!


Zastanawiam się czy w Polsce można spotkać tego typu inicjatywy. Mam bardzo dużo znajomych, którzy są świadomymi ekologicznymi konsumentami. Myślę, że znalazłoby się wielu chętnych na warzywa i owoce z takiego źródła.

Popularność CSA rośnie w mojej okolicy z dnia na dzień, z sezonu na sezon. W tej chwili nie ma już wolnych udziałów. Zapisy na przyszłoroczne zbiory będą w styczniu 2015 r. Poważnie się nad tym zastanowimy. Póki co mam wspaniałą koleżankę, która dzieli się ze mną tymi cudami natury.

A czy w waszych okolicach działa coś podobnego do CSA? Piszcie!