Tuesday, April 7, 2015

no to jestem z powrotem!




Przyznaję, nie było mnie tu jakiś czas. Prawie jak niedźwiedź przespałam całą zimę... Wydarzyło się jednak tak wiele, że trudno ogarnąć to w myślach, a co dopiero na wirtualnym papierze. 

Long story short, jak mawiają za oceanem, wygląda na to, że mój pierwszy wpis na tym blogu absolutnie nie stracił na swojej aktualności. Nasza, prognozowana na rok, amerykańska przygoda może potrwać o wiele dłużej niż zakładaliśmy. To niewiarygodne, ale ostatni raz publikowałam po Święcie Dziękczynienia! Od tamtego czasu było mnóstwo okazji i powodów, by pisać. Zabrakło niestety czynnika kluczowego - czasu.

Podsumowując to co tu i teraz: zmiany, zmiany, zmiany.

Przeprowadziliśmy się z mieszkania do domu, co oznacza dla mnie - "konserwatora powierzchni płaskich" :) -  większe pole do działania. Dużo większe, bo dochodzi do tego jeszcze ogród, którego stałam się panią. Może ogród to zbyt szumne słowo - kawałek ziemi z przodu i tyłu domu, którym jednak trzeba się zająć. Dla mnie, całe życie mieszkającej w bloku lub jak tutaj to nazywają kompleksie apartamentów, zmiana jest ogromna. Dom trzeba urządzić, zapełnić ulubionymi przedmiotami. System budownictwa jest tak różny od tego w Polsce, że może urodzi się z tego odrębna notka. Również trendy wnętrz odbiegają od tego co aktualnie modne w Polsce. Tutaj króluje rustykalizm, nowoczesnych elementów wystroju się raczej nie uświadczy w popularnych salonach meblowych. Już nie wspomnę o cenach. To jakiś absurd, marża meblowa spokojnie przekracza 300%. I żeby nie było, jakość nie zawsze idzie w parze z ceną.

Kolejna zmiana dotyczy pracy. Swoje zajęcia zawodowe, które wykonywałam z poziomu komputera domowego, poszerzyłam o pracę na zewnątrz. To tylko 3 godziny dziennie, nie mniej jednak, trzeba się przygotować, wyjść i wrócić.

Z koleiswój wolontariat, do tej pory związany ze szkolnym PTO, poszerzyłam o współpracę z fundacją edukacyjną, działającą na rzecz całego szkolnego dystryktu.

Do tego wszystkiego niezmiennie jestem mamą, bardzo dumną :), nadal świadczącą usługi taksówkarskie na rzecz mojego syna. Starając się rozwijać różne zainteresowania poza lekcyjne Mikołaja, buntuję się trochę przeciwko stylowi zająć popołudniowych, odgórnie narzuconemu przez panujące w okolicy zwyczaje. Czasem pozwalam Mikowi, by po prostu się pobrudził na podwórku, pobawił się tym co znajdzie w garażu,  z dzieciakami spotkanymi przez przypadek, a nie w czasie umówionego "playday", o określonym czasie i w określonym miejscu.

Ta zima była naprawdę bardzo długa, mam wrażenie, że najdłuższa spośród tych, które spędziłam w USA. Dlatego też chętniej wybierałam książkę przy kominku niż klikanie w klawiaturę.

Jest początek kwietnia, a wiosny takiej jak powinna być o tej porze roku wciąż nie ma. Ostatnie dni napawają jednak optymizmem, ponieważ przede wszystkim nie ma śniegu (jej!), a powietrze jest coraz cieplejsze.

Zatem nie pozostaje mi nic innego jak ponownie zaprosić czytających do lektury. już tak długiej przerwy na pewno nie będzie :).

Pozdrawiam!