Friday, December 25, 2015

Prezenty, prezenciki....

Nie od dzisiaj wiadomo, że w USA byle okazja jest pretekstem do obdarowywania się prezentami. I nie chodzi mi tutaj sprawianie przyjemności najbliższym, ale narzucony (na mnie przynajmniej) zwyczaj kupowania prezentów osobom, z którymi nie łączą mnie żadne bardzo osobiste relacje.

W dobrym tonie jest zatem przygotowanie upominku dla  nauczycieli, ale też uwaga pań w sekretariacie szkolnym, dla kierowców autobusów szkolnych, dla trenerów sportowych i prywatnych nauczycieli muzyki, plastyki i wszelkiego rodzaju innych zajęć popołudniowych. Jeszcze, żeby była jasność, nie chodzi tylko o święta Bożego Narodzenia, ale też o Wielkanoc, zakończenie roku szkolnego i dzień nauczyciela, choć powinnam raczej napisać tydzień. Amerykanie celebrują Teacher's Appreciation Week, więc mają cały tydzień na obdarowywanie edukatorów swoich dzieci. Jak dla mnie to ogromna przesada. Czasami czuję się wręcz przytłoczona tą potrzebą ciągłych zakupów. Już nie mówiąc o finansowych konsekwencjach takich "tradycji". 

Zatem co zrobić, by wilk był syty i owca cała? Co zrobić, by nie dać się zwariować?

Z pomocą przyszła mi aplikacja Pinterest, świetne źródło inspiracji w każdym możliwym temacie. Wpisałam w wyszukiwarkę "christmas gift ideas" i wyskoczyło mi ich tysiące. Wybrałam jeden z nich, którym dzielę się z wami poniżej. 

Mason Jar Gift czyli prezent w słoiku

W USA bardzo popularne jest "tworzenie" z wykorzystaniem.... słoików. :) Tak zwane mason jars są częścią wielu dekoracji, ozdób, ale także prezentów. W tym roku dla nauczycieli, kierowców, najbliższych współpracowników przygotowaliśmy słoiki z mieszanką gorącej czekolady. Wychodzę z założenia, że prezenty wykonane własnoręcznie, którym poświęca się swój czas, mają o wiele większą wartość niż te kupione w pośpiechu w sklepie. 

Zatem tak wyglądał nasz upominek:

1/ bazą był tak zwany mason jar, czyli trochę ładniejszy słoik, wcześniej umyty i przygotowany do wypełnienia warstwami składników


2/ na spód wsypaliśmy 5 łyżek mleka w proszku



2/ Drugą warstwę stanowiło 5 łyżek kakao



3/ Trzecią cukier puder w tej samej ilości

                                                                  

4/ Następną muszelki czekoladowe (na oko :) )



 5/ Warstwę piątą ułożyliśmy z pokruszonych świątecznych cukierków miętowych



6/ Ostatnia warstwa została zrobiona z pianek czyli marsmellows


Potem pozostało już tylko udekorowanie samego "opakowania". My do tego celu wykorzystaliśmy papierowe ażurkowe serwetki.



Na samym końcu każdy słoik opatrzyliśmy instrukcją do jego obsługi :). Wcześniej wydrukowaną na kolorowej drukarce i przyklejoną do małych kartoników.


Całość inspiracji zaczerpnęłam poprzez wspomniany Pinterest, ze wspaniałego bloga www.lovegrowswild.com. Wybaczcie jakość moich zdjęć, robiłam je po łokcie umorusana cukrem pudrem :). Jak zajrzycie na podlinkowanego bloga, to znajdziecie tam przepiękne zdjęcia, przynajmniej jednak ja jestem autentyczna :)))).

Gotową czekoladową miksturę wsadziliśmy do pięknych opakowań i można było je wręczać. Piszę cały czas w liczbie mnogiej ponieważ mój syn Miki był aktywnym uczestnikiem tego słodkiego przedsięwzięcia. 


Nie wiem co sądzicie o moim pomyśle, ale ja po prostu nie należę do tych, którzy owczym pędem podążają za nawet "nieswoimi" zwyczajami. Dla siebie znalazłam złoty środek, który może dla innych również okaże się pomocny. 
W związku z prezentami nasuwa mi się jeszcze pewna dość świeża refleksja. Otóż jak to przy dniu wolnym, trochę dłużej obserwując życie w social media natknęłam się na zdjęcia opublikowane przez moje amerykańskie znajome, głównie mamy poznane w szkole Mikołaja. Dzisiaj przeważało "chwalenie" kto ile miał pod choinką, nie ma ani słowa na temat Bożego Narodzenia, tylko "Santa Claus came!" i masa zdjęć prezentów. Ogromnie mnie to zniesmaczyło. Nie planuję dłużej się na ten temat rozpisywać, ale wyobraźcie sobie czteroosobową rodzinę w modelu 2+2, która pod swoją choinką umieściła - nie żartuję - ponad 50 prezentów. Dwaj bracia dostali między innymi 21 zestawów lego! Pomyślałam sobie jak ogromną szkodę wyrządzają tym dzieciom ich rodzice, zasypując je od najmłodszych lat taką masą rzeczy. Chłopcy pójdą w świat przekonani, że im się wszystko należy, bez poszanowania dla pojedynczych rzeczy, nie mając pojęcia na temat uważności i wdzięczności za każdy drobiazg, który nam się w życiu przydarza....
Nie chciałabym być przy tym rozważaniu źle zrozumiana, ja też lubię sprawiać mojemu synowi przyjemność prezentami, ale nie w liczbie 50 w jedną noc!


Pozostawiając was z tą refleksją, pozdrawiam ciepło w te Boże Narodzenie! Świętujcie, cieszcie się obecnością bliskich, jedzcie, módlcie się i kochajcie!























Thursday, December 24, 2015

Sunday, December 20, 2015

Gingerbread House - świąteczny domek z piernika.


Kolejną tutejszą tradycją wpisaną w przygotowania do sezonu świątecznego jest piernikowy domek. W naszym domu również powstała taka budowla. Mieliśmy okazję wykonać ja wielokrotnie, a efektami naszej pracy podzielę się poniżej. Zanim jednak o tym co tu i teraz, opowiem wam co to w ogóle jest gingerbread house i jaka jest jego historia.

Trochę historii

Według Leksykonu sztuki kulinarnej M.A. Halbańskiego, piernik to „ciasto przyrządzane z mąki pszennej, żytniej lub mieszanej z dodatkiem podgrzanego naturalnego miodu, tłuszczu, jajek, wody, korzeni i środka spulchniającego. (…) Nazwa wywodzi się ze staropolskiego słowa 'pierny', co oznaczało – pieprzny”, ponieważ do ciasta dla smaku dodawano pieprzną przyprawę korzenną.

przyprawy korzenne
HIstoria ciast miodowych sięga czasów starożytnego Rzymu. Uważa się, że pierwszy piernik został upieczony w Europie pod koniec XI w. Przepis na ten aromatyczny chleb został przywieziony przez krzyżowców powracających z wypraw na Bliski Wschód. Z kolei francuska legenda mówi, że piernik trafił do Europy już w 992 r. dzięki armeńskiemu mnichowi, Grzegorzowi z Nikopolis, który przez siedem lat mnich mieszkał w małym miasteczku Bondaroy i nauczał tamtejszych księży sztuki wypiekania piernika.

Mnich wypiekający pierniki
Piernik jaki znamy dzisiaj wywodzi się ze średniowiecznej tradycji kulinarnej. W ciągu XIIIw. zwyczaj pieczenia pierników dotarł do większości miast europejskich. Niemieccy mnisi jako pierwsi uczynili z wypiekania pierników sztukę, nadając ciastu różne kształty.  W 1444 r. przepis trafił do sióstr zakonnych w Szwecji, które wykorzystywały piernik jako lekarstwo na niestrawność. Tradycyjnym słodzikiem ciasta od najdawniejszych czasów  był miód. Wśród najważniejszych przypraw znalazły się imbir, cynamon, goździki, gałka muszkatołowa i kardamon. Pierwsze piernikowe figurki zostały wykonane w XVw., na dworze angielskiej królowej Elżbiety I, która nakazała swojej kuchni przygotowywać je na podobieństwo odwiedzających ją gości. Niemiecka Norymberga została uznana za "piernikową stolicę świata", kiedy w początkowych latach XVII w. cech rzemieślniczy zaczął zatrudniać najlepszych cukierników do pracy nad pierwszymi skomplikowanymi projektami z piernika.

pierwsze foremki na ciasto
W Polsce pierniki podawano jako zakąskę przy wódce, jako deser po obiedzie i zwykły przysmak przy winie. Najobfitsze pierniki przyrządzano na wigilię i święta Bożego Narodzenia”. W XVIIw. pierniki sprzedawano w aptekach, jako skuteczny lek na wiele chorób. Obowiązkowo ciasteczka z piernika znajdowały się też w apteczkach szlacheckich dworów obok rozlicznych ziół i owoców smażonych w miodzie. 

Kto nie pija gorzałki i od niej umyka, Ten słodkiego nie godzien kosztować piernika.

Piernik, cieszący się przez długie wieki popularnością jedynie wśród warstw elitarnych, rozpowszechniał się w XIXw. pojawiając się również w domach chłopskich. Sytuacji tej sprzyjał spadek cen cukru. Sprowadzany do Europy bardzo drogi cukier trzcinowy został zastąpiony cukrem tłoczonym z buraków. 
Piernik swoją popularność zawdzięcza nie tylko swemu smakowi, lecz także różnorodności kształtów, które uzyskiwano poprzez odciśnięcie ciasta piernikowego w drewnianej formie pokrytej wklęsłą rzeźbą o skomplikowanej niekiedy symbolice. Dzięki walorom artystycznym rzeźb w formach piernikarskich, słodki piernik zamieniał się w dzieło sztuki dekoracyjnej. We wszystkich krajach europejskich duże warsztaty cechowe czy późniejsze manufaktury piernikarskie wielkich miast chlubiły się formami wykonywanymi przez wytrawnych, biegłych w swoim kunszcie mistrzów. 

zaawansowane formy rzemieślnicze
Obok produkcji dla elitarnej klienteli, gdzie tematykę czerpano z otoczenia dworskiego, istniała produkcja o treści religijnej, biorąca motywy i tematy z wiejskiego i miejskiego folkloru, jak również przedstawiająca sceny rodzajowe z motywami wziętymi z bajek i legend. Spotykana niejednokrotnie wersja domku z piernika ma swą genezę w popularnej na terenie całej Europy bajce o Jasiu i Małgosi.

domek z bajki o Jasiu i Małgosi
Pierniki były sprzedawane w specjalnych sklepikach, a także na sezonowych jarmarkach. Ich zakup był również bardzo popularny po niedzielnej mszy w kościele. Udekorowane pierniki służyły jako prezent zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Ustawiano jest również w oknach, gdzie służyły jako dekoracja, a także noszono na szyi jako talizman. Dla Chrześcijan obecność piernika w domu oznaczała ochronę przed złymi duchami. Dla wszystkich innych słodki element dekoracyjny.

wystawa sklepowa
Największymi centrami sztuki wypiekania i zdobienia piernika był Lion, Norymberga, Pest, Praga, Pardubice, Ulm i nasz polski Toruń. Toruńskie Muzeum Etnograficznym przechowuje wiele cennych zbiorów na temat sztuki wypiekania piernika.

Zwyczaj piernikowy dotarł do Ameryki Północnej dzięki emigrantom niemieckim, którzy osiedlili się w Pensylwanii i Marylandzie. 

Czasy współczesne

Obecnie tradycja wypiekania domków z piernika jest celebrowana zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem. Wykonywanie domków stało się jednym ze sposobów oczekiwania na nadchodzące święta. 

współczesny sklepik sprzedający piernikowe specjały
Ponieważ ja pierwszy raz zetknęłam się z gingerbread house w USA, nie wiem jakie jest przesłanie budowania takich domków w Polsce i czy w ogóle coś takiego się robi. Kiedy spędzamy święta w ojczyźnie, zawsze piekę z moją teściową pierniczki. Domek nam się jeszcze nie przydarzył. Będąc w Stanach odnoszę jednak wrażenie, że chodzi tylko dobrą zabawę i kolejne wydarzenie towarzyskie. Być może zabrzmię dość surowo, ale zarówno w szkole Mikołaja, jak i w czasie spotkania z naszymi amerykańskimi znajomymi, nie było wzmianki na temat tego dlaczego w ogóle budujemy taki domek piernikowy. Ponieważ teraz wiem już więcej o piernikach, podzielę się swoją wiedzą z moimi chłopakami i kiedy następnym razem będziemy pracować nad naszym prywatnym domkiem, świadomie staniemy się częścią świątecznej tradycji piernikowej.

Zatem chyba już najwyższy czas podzielić się z Wami naszymi artystycznymi dokonaniami!

Gingerbread House wykonany w szkole

Podstawą naszego domku był kartonik po mleku, który obłożyliśmy piernikami. Substancją klejącą był lukier.








Kiedy dom już stał, zabraliśmy się za dekoracje. Z pomocą przyszły wszelkiego rodzaju słodkości: pianki, miętówki, cukierki pudrowe, krakersy, precle, m&m's, cukier puder, candy corn, candy cane i wszystko co słodkie i kolorowe.





Gingerbread House wykonany w domu

W okolicach świąt półki sklepowe uginają się wprost od gotowych zestawów Gingerbread House Kit. Wykonanie domku w zaciszu domowego ogniska było trochę trudniejsze, ponieważ zaczynaliśmy bez stelaża w postaci kartonu po mleku. Poniżej fotorelacja. Koszt takiego zestawu to przeciętnie $8. Pudełko zawiera wszystko, łącznie z kolorowym lukrem, potrzebne do wykonania piernikowego domku.


To była nasza podstawa.


Za warsztat posłużyła stara ława kawowa :)). Jak widać na zdjęciach kolorowych cukierków nie brakowało! 


 Pierniki były już podzielone na części i miały wyżłobione okienka, drzwi i dach.


Najpierw wypełniliśmy plastikową podstawę białym lukrem.


Do niego przytwierdzaliśmy kolejne części domku.


Miki wykonał "ciastka" !


i przyozdobił choinki na zielono.


Ma chłopak fantazję ;).


Potem była już rzecz najprzyjemniejsza, czyli zdobienie.


Kolejny dom stanął!


Gingerbread House Party

Po tym, jak już nasze dwa domy stały, zostaliśmy zaproszeni na Gingerbread Party do naszych sąsiadów. Zatem do trzech razy sztuka, budowaliśmy kolejny raz. Pogoda była cudna, zupełnie nie grudniowa, ale dzięki temu cały bałagan udało się przenieść na zewnątrz. Kto przy 21C chciałby siedzieć w domu?!? A u sąsiadów było tak:











Tak oto wyglądała nasza piernikowa deweloperka :)). Czy ktoś z Was coś, gdzieś z piernika?!? Piszcie proszę!

Ciekawostki

W 2013 r., grupa z Bryan w stanie Teksas, pobiła rekord Guinnessa, ustanowiony w poprzednim roku, na największy domek piernikowy. Jego powierzchnia zajmowała 234 m2, zbudowana była z jadalnych ścian. Dom postawiono na terenie centrum traumatycznego w jednym z miejskich szpitali. Do jego budowy wykorzystana ponad 1300 kg brązowego cukru, 820 kg masła, 7200 jajek oraz 3300 kg białej mąki. Kaloryczna wartość budowli została określona na prawie 40 milonów!