Saturday, January 30, 2016

Groundhog Day czyli Dzień Świstaka


Dzisiaj robię krótką przerwę w moich w moich kanadyjskich opowieściach, ponieważ chciałabym wam opowiedzieć o zbliżającym się Dniu Świstaka, choć raczej powinnam napisać Świszcza. Wbrew popularnemu wyobrażeniu nie chodzi tu o tego małego gryzonia tylko o dość konkretną wiewiórę. :) Groundhog Day to doroczne święto obchodzone 2 lutego w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Tradycja głosi, że jeśli świszcz wyjdzie ze swej norki w pochmurny dzień to wiosna przyjdzie wcześniej. Jeśli natomiast będzie świeciło słońce i świszcz zobaczy swój cień, to się go wystraszy i wróci do swojego legowiska, a zima pozostanie na kolejne 6 tygodni.


Przepowiednia ta sprawdza się w około 50% przypadków, co w praktyce oznacza zupełny przypadek.

Zwyczaj przewidywania nadejścia wiosny dotarł z Niemiec do USA na przełomie XVII i XIX wieku na tereny południowo wschodniej i centralnej części Pensylwanii. Geneza tego święta wywodzi się z dawnych europejskich przepowiedni pogodowych, z tą jednak różnicą, że pogodynką wtedy był borsuk albo święty niedźwiedź. 

Dzień Świszcza w Stanach Zjednoczonych pierwszy raz obchodzono w 1887r. Clymer H. Freas był w tym czasie redaktorem w lokalnej gazecie Punxsutawney Spirit i to on wypromował lokalnego świszcza na krajowego meteorologa. Świszcz z pokolenia na pokolenie wabi się Phil i od 1887 r. zobaczył swój cień 100 razy (ostatni raz w 2015 r.), zaś cienia nie zobaczył 17 razy (po raz ostatni w 2013 r.).
Przyznam się, że do wczoraj tylko słyszałam o tym filmie. Wieczorem jednak udało mi się go w końcu obejrzeć. Na kolana nie powalił, ale dość dobrze przybliżył to święto. Jeśli nie mieliście okazji widzieć filmu, przedstawiam poniżej zwiastun.



Współcześnie wielbiciele święta świszcza zaczynają ten dzień wcześnie rano wabiąc zwierzę z jego nory. W południowo wschodniej Pensylwanii odbywają się festiwale z jedzeniem i uroczystymi przemowami. Co ciekawe, mówi się w ten dzień tylko w dialekcie Pennsylvania German, a ci, którzy posługują się angielskim, płacą karę jeden, dziesięć lub dwadzieścia pięć za centów za każde wypowiedziane słowo. Miejscem, gdzie odbywają się najhuczniejsze uroczystości pozostaje Punxsutawney. Organizatorzy przygotowali specjalną stronę internetową  www.groundhog.org , a tak wygląda klip promocyjny:


Przy okazji poczytałam sobie trochę o zwierzątku, który jest sprawcą całego zamieszania. 
Świstak amerykański lub inaczej świszcz to gatunek dużego gryzonia z rodziny wiewiórkowatych, największy z przedstawicieli rodzaju marmota. W przeciwieństwie do większości przedstawicieli tego rodzaju jest zwierzęciem nizinnym. Zamieszkuje tereny Stanów Zjednoczonych i Kanady. Świstak amerykański jest jednym z niewielu zwierząt, których liczebność wzrosła wskutek kolonizacji Ameryki Północnej przez Europejczyków. Przyczyną było wylesianie, które zaowocowało zwiększeniem powierzchni obszarów otwartych, bezdrzewnych. Właśnie one są ulubionym środowiskiem życia amerykańskich świstaków amerykańskich. Masa ciała to 3-5 kg, a długość 41,5-67,5 cm.


To tyle w ramach dygresji i w tym temacie!


Thursday, January 28, 2016

High Park - spacer w pierwszy dzień świąt


Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia,które spędziliśmy w Toronto, rozpoczęliśmy od wizyty w polskiej dzielnicy i mszy w polskim kościele. Przez chwilę czułam się jak w domu, otoczona polskimi sklepami, polskimi znakami, polskim językiem i przede wszystkim ogromną liczbą Polaków, która przyszła na nabożeństwo. Kościół wypełniony był po brzegi. Nie sądziłam, że w te święta usłyszę polskie kolędy śpiewane przy akompaniamencie kościelnych instrumentów. Było naprawdę jak w domu.

tablica informacyjna przy wejściu do kościoła
polska dzielnica
pomnik Jana Pawła II
Po krótkim spacerze po polskiej dzielnicy wróciliśmy do domu naszych znajomych na lunch, który składał się z tych wszystkich wspaniałości, których nie udało nam się spałaszować dnia poprzedniego. Jak to zawsze bywa, smakowało jeszcze lepiej! Ponieważ w dni świąteczne atrakcje turystyczne Toronto, które nas interesowały, były niedostępne, wybraliśmy się do parku. Nie był to jednak byle jaki osiedlowy park. Był to High Park, największy park w Toronto rozciągający się na powierzchni  161 hektarów. Pogoda spowodowała, że park zaprezentował się w kolorach szaro-brązowych. Mimo zimy, nie było śniegu, który nadałby magii temu miejscu, ale wciąż było pięknie i przyjemnie. 

Bramy High Parku zostały otwarte do użytku publicznego w 1876 r. na terenach przekazanych miastu Toronto przez Johna Georga Howarda. 1/3 parku pozostaje w stanie naturalnym, niezagospodarowanym. W pozostałej części znajdują się szlaki wędrowne, miejsca piknikowe, place zabaw, zoo, ogrody, szklarnie, park dla psów bez smyczy, obiekty sportowe, kulturalne i edukacyjne.  

mapa parku

My do parku weszliśmy od ulicy Ellis Park Road, wędrując szlakiem Discovery Walk.


Przywitała nas mieszkanka parku, chrupiąca orzeszki nad wodą.



Jak widać kolory mogłyby być piękniejsze, gdyby spadło trochę śniegu.


W drodze obserwowały nas drzewa, dosłownie :)


Droga doprowadziła nas do zoo, ciągnącego się wzdłuż wąwozu przy drodze Deer Pen. Obecnie zoo opiekuje się amerykańskimi bizonami, emu, lamami, pawiami, danielami, kapibarami, jakami, owcami. Zwierzęta są pod opieką Toronto Parks, Forestry and Recreation Division. Zoo otwarte jest przez cały rok od 7:00 do zmierzchu.


Przy każdym zwierzęciu można było znaleźć takie tablice informacyjne. Ta o reniferze :).



A oto i same renifery.


Dzieciaki ciągnęły na plac zabaw. Tak wyglądał, kiedy my go odwiedziliśmy. W lecie jest tutaj jeszcze mały basen do brodzenia i chłodzenia się dla maluchów.




Plac zabaw zbudowali ochotnicy  w 1999 r. W marcu 2012 r. drewniana struktura zamku spłonęła w wyniku celowego podpalenia. Jednak dzięki wspólnej pracy wolontariuszy jeszcze w tym samym roku zamek odbudowano. Poniżej zdjęcia starej i nowej budowli, które znalazłam na stronie parku.

stary
nowy
Wśród innych atrakcji parkowych można znaleźć poniżej przedstawione:

Strefa spacerowa dla psów

Psy są mile widziane. Przygotowano nawet specjalne miejsca, gdzie zwierzaki mogą swobodnie pobiegać bez smyczy. Wszystko jest dokładnie oznakowane dla zachowanie bezpieczeństwa.


Grenadier Cafe

Niestety brakło czasu, by tam się zatrzymać, ale na pewno tam zajrzę, kiedy ponownie odwiedzimy Toronto. Właścicielem restauracji jest miasto Toronto i z uwagi na zakaz spożywania alkoholu, w tym miejscu się go nie serwuje. W porze letniej przed restauracją w weekendy sprzedaje się organiczne warzywa i owoce. Świetną inicjatywą jest również sprzedaż roślin, które hodowane są na terenie parku i są typowymi dla tego rejonu. Zebrane pieniądze przeznaczane są na konserwacje lokalnej flory, co umożliwia zachowanie ciągłości gatunków poszczególnych roślin. 


Centrum przyrody

To miejsce, gdzie przygotowywane są programy edukacyjne dla szkoły podstawowej i gimnazjum. Centrum jest organizacją non-profit i urządza również spacery przyrodnicze, naturalnymi ścieżkami parku. 


Kolejka turystyczna

Pociągi kursują codziennie w miesiącach letnich od 10:30 do zmierzchu i zatrzymują się na przystankach rozmieszczonych przy największych atrakcjach parkowych. Cena biletu to $4.50 dla dorosłych (12-65 lat) oraz $3.50 dla dzieci i seniorów. Więcej informacji na temat kolejki możecie znaleźć klikając TUTAJ. Poniżej zdjęcie pociągu, niestety z internetu. Zimą nie ma kursów!


Basen

W lecie można się wykąpać w miejskim kompleksie basenów, ze zjeżdżalnią, brodzikiem i strefą pluskania. Basen jest nadzorowany przez ratowników, a wejście na niego jest bezpłatne. W mojej okolicy za wszystko trzeba płacić, i to nie mało. Chciałabym by więcej inicjatyw tego typu było dostępnych bezpłatnie tu gdzie mieszkam. Zdjęcie również z sieci. 


Szekspir w parku

W miesiącach letnich Canadian Stage Company wystawia w amfiteatrze wybrane dzieła Szekspira. Jest to impreza cykliczna zwana Dream in High Park, ciesząca się dużym zainteresowaniem mieszkańców Toronto.


Kwitnące wiśnie

W 1959 r. posadzono w parku pierwsze drzewko wiśniowe. Od tamtej pory kolejne drzewa były dosadzane w ramach projektu Sakura. Obecnie we wczesnych miesiącach wiosennych wszyscy odwiedzający podziwiają kwitnące wiśnie, które tworzą piękną alejkę. Najlepszy czas to późny kwiecień lub początek maja.



Co jeszcze można robić zimą?

Na okres zimowy przygotowywane jest sztuczne lodowisko. Ślizganie na jeziorze Grenadier jest zakazane, ale wciąż pozostaje ulubionym miejscem na zimowe harce na lodzie. Trasy spacerowe utrzymywane są również w zimie na potrzeby wielbicieli biegówek i rakiet śnieżnych.

Torontończycy nagminnie łamiący zakaz ślizgania się na jeziorze :)
mecz hokeja na zamarzniętym jeziorze z 1912 r.
Kiedy spadnie śnieg park wygląda tak:


Podczas naszej wizyty śnieg zaczął padać dopiero w dniu wyjazdu... :) Za to droga powrotna dostarczyła nam takich widoków.


Kiedy zerknęłam na telefon po powrocie moim oczom ukazały się oto następujące statystyki:


Ponad 10 tysięcy kroków w pierwszy dzień świąt to całkiem niezły wynik! Za wysiłek nagrodziliśmy się ajerkoniakiem, przywiezionym z Pensywalni. :))) Pyszności!



W towarzystwie rozgrzewającego trunku zaczęliśmy planowanie kolejnego dnia naszej wycieczki. :)






Monday, January 25, 2016

Wigilia - Święta Bożego Narodzenia w Toronto



Święta to dla mnie bardzo szczególny czas, powiedziałabym, że trudny, ponieważ wtedy bardziej niż zazwyczaj tęsknię za moją rodziną i przyjaciółmi z Polski. Jestem ogromnie wdzięczna, że te Święta Bożego Narodzenia udało nam się spędzić przy polskim stole wśród polskich przyjaciół. Co prawda nie na polskiej ziemi tylko kanadyjskiej, ale atmosfera była niepowtarzalna, ciepła i domowa.

Nasi wspaniali przyjaciele z Toronto zaprosili nas do siebie, by wspólnie celebrować świąteczny czas. Bardzo chcieliśmy jechać, ale obawialiśmy się o pogodę jaka będzie nam towarzyszyć. Jak wszyscy już wiemy, aura tej zimy jest wyjątkowo kapryśna. Spakowaliśmy jednak walizki i pojechaliśmy spędzić świąteczny tydzień w pięknym Toronto. Mieliśmy do pokonania prawie 700 km. Podróż zabrała nam 7,5 h. Jechało się całkiem dobrze i nie odczuwało dystansu.

Nie była to moja pierwsza wizyta w Toronto, ale wcześniej wpadaliśmy do tego miasta tylko na kilka godzin przy okazji pobytu nad wodospadami w Niagarze.

Toronto to największe miasto w Kanadzie i stolica prowincji Ontario (kanadyjska prowincja to odpowiednik amerykańskiego stanu). Populacja Toronto i jego miejskiej aglomeracji przekroczyła  6 mln. Miasto uznawane jest za najbardziej wieloetniczne miejsce na świecie, zamieszkane przez ponad 150 grup etnicznych. W 2001 r. Toronto otrzymało nadany przez ONZ tytuł World's Most Multicultural City. 

Językiem ojczystym jest angielski, aczkolwiek posługuje się nim tylko nieco ponad 50% mieszkańców Toronto. Ponad 50% obecnych rezydentów miasta to emigranci. 
Toronto jest aktualnie największym skupiskiem Polonii w Kanadzie. Jest tu najwięcej organizacji polskich, szkół i parafii katolickich. Są tu biblioteki i księgarnie polskie, zespoły folklorystyczne, teatr, orkiestra symfoniczna, sklepy i restauracje oraz tysiące biznesów których właścicielami są Polacy. W Toronto i w przylegającej Mississauga organizuje się najwięcej polskich imprez kulturalnych.

Nazwa Toronto pochodzi z języka Indian plemienia Huron. Jedno z prawdopodobnych znaczeń to "miejsce spotkań". Przez teren przyszłego miasta prowadził indiański szlak między jeziorami Ontario i Huron. Pierwszym Europejczykiem, który przeszedł tym szlakiem w 1615 r. był Etienne Brule. Poniżej bardzo ciekawe zdjęcie, które znalazłam w internecie.

indianski szlak, którym przeszedł Etienne Brule

Przez kilka dziesięcioleci od podboju Kanady przez Brytyjczyków, w 1760 r. okolice Toronto były nadal zamieszkiwane tylko przez Indian i nielicznych europejskich handlarzy. Dopiero po rewolucji amerykańskiej na północ zaczęli napływać Amerykanie uchodzący ze Stanów Zjednoczonych, a chcący pozostać poddanymi korony brytyjskiej. Ich napływ do Kanady doprowadził do założenia prowincji Górna Kanada w 1791 r. Niedługo później brytyjski gubernator prowincji John Simcoe postanowił stworzyć w Toronto stolicę prowincji. 

W czasie wojny brytyjsko-amerykańskiej, w 1813 r., miasto było dwukrotnie splądrowane przez wojska amerykańskie. Po wojnie duży napływ brytyjskich imigrantów do Górnej Kanady spowodował gwałtowny wzrost ludności prowincji i jej stolicy. W 1834 miasto, liczące wtedy 9000 mieszkańców, otrzymało prawa miejskie pod nazwą Toronto. Pierwszym burmistrzem został William Lyon Mackenzie. W 1827 r. rozpoczął działalność King’s College, który w 1850 został przekształcony w Uniwersytet Toronto.



Od tego czasu miasto notowało nieustanny wzrost. Port w Toronto przyjmował wiele parostatków. Budowa linii kolejowych dała miastu połączenie z Montrealem, Nowym Jorkiem, Detroit i Chicago. Miasto stawało się finansowym i handlowym centrum prowincji, którym jest nieprzerwanie do dzisiaj.

W 1867 r., po założeniu Konfederacji Kanady, Toronto stało się stolicą nowej prowincji Ontario. Miasto mające 30 tys. mieszkańców w 1851, do 1891 rozrosło się pięciokrotnie. Budowa zakładów przemysłowych prowadziła do rosnącej industrializacji miasta. Na początku XX wieku budowa elektrowni wodnych w Niagara Falls dała miastu dogodne i tanie źródło elektryczności. W 1914 r. Toronto było, po Montrealu, drugim pod względem znaczenia miastem Kanady.
We wczesnych latach 20. XX wieku miasto pojawiło się na światowej scenie naukowej, gdy Frederick Banting, Charles Best, James Collip i John Macleod pracujący na Uniwersytecie Toronto odkryli insulinę. We współpracy z firmą farmaceutyczną Lily opracowali metodę masowej produkcji leku i udostępnili ją milionom ludzi chorujących na cukrzycę, dotychczas skazanych na powolną śmierć. Za odkrycie Banting i Macleod w 1923 r. otrzymali nagrodę Nobla z zakresu medycyny.

Lata II wojny światowej przyniosły rozrost przemysłu elektronicznego i lotniczego. W latach 60. Toronto powoli przejęło od Montrealu rolę centrum finansowego i komercyjnego Kanady. Rozwój ekonomiczny miasta Toronto był związany z ukończeniem w 1959 r. Drogi Wodnej Świętego Wawrzyńca łączącej Toronto i Wielkie Jeziora z Oceanem Atlantyckim. 

droga wodna rzeką św. Wawrzyńca
W 1998 r. kolejna reforma połączyła miasto Toronto z pięcioma przedmieściami: East York, Etobicoke, North York, Scarborough i York. Wszystkie te części zostały połączone w tak zwane megacity.
Dziś Toronto jest najważniejszym kanadyjskim miastem, najważniejszą metropolią kraju i jego ekonomiczną stolicą.



Celem naszej podróży była dzielnica Swansee, przy największym parku w Toronto, nad jeziorem Ontario, tuż przed wjazdem do ścisłego centrum. Doskonała lokalizacja pod kątem bliskości miejsc, infrastruktury i pięknych widoków.

Po szybko przespanej nocy już pierwszego dnia wybraliśmy się na spacer po okolicy. Mimo niskich temperatur, słońce przyjemnie ogrzewało nam twarze, a otaczające nas pejzaże warte były każdego pokonanego kroku. Bardzo podobała mi się zróżnicowana architektura budowlana. Nasi przyjaciele mieszkają w apartamentowcu, o czym napiszę więcej trochę później, ale tuż za zakrętem można znaleźć urocze osiedle domów prywatnych. Każdy dom był inny i miał swój wyjątkowy charakter.


apartamentowiec z dwupoziomowymi mieszaniami, kilka kroków od jeziora
urocza eklektyczna okolica z domami jednorodzinnymi
Moją uwagę przykuły małe budki pełniące rolę darmowej biblioteki. Okazało się, że na świecie w chwili obecnej jest ponad 36 000 podobnych konstrukcji, a cały ruch z tym związany nazywa się Little Free Library. Kilka minut w internecie i wiedziałam już więcej. 
W 2009 r.Todd Bol z miasta Hudson w stanie Wisconsin, zbudował model jednopokojowej szkoły. Miał to być hołd dla jego matki, która była nauczycielką i pasjonatką czytania. Bol wypełnił swój model w kształcie budki książkami i zawiesił go na słupku przed swoim domem. Pomysł bardzo spodobał się jego sąsiadom i przyjaciołom, wiec Bol zbudował kilka kolejnych budek i obdarował nimi swoich znajomych. Każdy z drewnianych domków był opatrzony znakiem FREE BOOKS czyli darmowe książki. Z niewinnego projektu narodził się pomysł wymiany książkami i przybliżania ludzi do siebie poprzez literaturę. 


Amiszowy stolarz Henry Miller z Cashton, stał się pierwszym oficjalnym rzemieślnikiem małych darmowych bibliotek. Do tworzenia budek wykorzystywał drewno ze stu letniej stodoły, zniszczonej w czasie tornada.


Rozdawanie małych drewnianych budek zaczęło budzić ciekawość i tak od słowa do słowa, z ust do ust, powstała niezależna organizacja non-profit, której misja pozostała niezmienna. Jeśli chcecie poczytać coś więcej na temat tego ruchu, podaję stronę: www.littlefreelibrary.org. Można na niej znaleźć mapkę lokalizującą biblioteczkę najbliżej swojego miejsca zamieszkanie. Ja sprawdziłam swoją i okazało się, że jedna z budek znajduje się kilometr ode mnie! Na pewno się tam wybiorę. Jeśli chcecie sprawdzić czy jakaś mini biblioteczka znajduje się blisko was kliknijcie TUTAJ.

Minęliśmy okolice domów jednorodzinnych i ukrytymi wśród liści schodami ruszyliśmy w stronę, gdzie ceny domów przekraczają milion dolarów.


ukryte schody
 Kolejną ciekawostką były budki dla nietoperzy. Ciekawa jestem czy tam przylatują. :)


bat cave
Ulica, po której spacerowaliśmy to Riverside Drive. Wybudowane tam domy są bardzo duże.





Właśnie w tej okolicy od 1935 r. aż do swojej śmierci, mieszkała Lucy Maud Montgomery, autorka serii książek o Ani z Zielonego Wzgórza. Poniżej tablica upamiętniająca pisarkę, postawiona w małym parku jej imienia, nieopodal jej domu.


Ulica Riverside Drive to doskonałe miejsce na spacer. Każdy dom jest inny. Osiedle zostało wybudowane w latach 1905 - 1935. 


Słońce nas mocno ogrzewało. Pogoda wręcz idealna na wędrówkę po okolicy.



Idąc Riverside Drive doszliśmy do rzeki Humber. Kiedyś pracowało tu kilka młynów wodnych, które schodziły kaskadami w dół. Mogę sobie tylko wyobrazić jakie piękne widoki mają na wiosnę domy z tarasami skierowanymi w stronę rzeki. Rzeka Humber jest równie malownicza, jak jej sąsiadka, płynąca przez miasto szeroką doliną. Ta druga, większa od Humber, nazywa się Don. Myślę, że zdjęcia mówią same za siebie :).






Spacerując brzegiem rzeki Humber doszliśmy do znanego punktu na mapie turystycznej Toronto, białego mostku nad jeziorem.




Most został ukończony w połowie lat 90. i jest częścią trasy Martina Goodmana. Most ma 139 m długości i 21 m wysokości w najwyższym punkcie. Jak widać na poniższym zdjęciu, zwyczaj zakładania kłódek na znak miłości przyjął się i tutaj.



widok z mostu na rzekę Humber


Most prowadzi do punktu widokowego Sheldon, z którego rozciąga się przepiękna panorama centrum Toronto.


panorama centrum z wieżą CN
płyta informacyjna w punkcie widokowym
Widok na most z oddali. Według mnie bardzo ciekawe miejsce. Zdecydowanie warto odwiedzenia.



WIAŁO :)


Droga powrotna prowadziła wzdłuż jeziora. Zdjęcie poniżej przedstawia apartamentowce wybudowane stosunkowo niedawno, bliżej jeziora. 


plaża nad jeziorem
i znowu panorama Downtown Toronto

Klikając TUTAJ, możecie zobaczyć mapkę z trasą naszego spaceru. Gorąco polecam ją każdemu kto znajdzie się w tamtejszej okolicy, bez względu na porę roku!

Nie zapominając jednak o tym, że była Wigilia Bożego Narodzenia, pośpieszyliśmy do domu, by zacząć przygotowania do wieczornej kolacji. Choinka już była wcześniej ubrana. W całym domu pięknie pachniało świeżymi gałązkami, a pod drzewem czekały prezenty. 



Nasz stół wigilijny ledwo pomieścił te wszystkie smakołyki, które przygotowała gospodyni. Jakże brakowało mi tego polskiego smaku. Była chałka, grzybowa, barszcz czerwony z uszkami, trzy rodzaje pierogów, ziemniaki, ryba, dwa rodzaje przepysznych śledzi oraz mój prywatny absolutny hit wieczoru - kapusta z grochem. Zwieńczeniem wieczoru był sernik w polewie truskawkowej z kawałkami owoców. Mniam! Jeśli gospodyni to czyta to jeszcze raz bardzo dziękuję za tę ucztę dla podniebienia!


Chyba smakowało :)


W końcu dzieciaki dostały zielone światło na rozpakowanie prezentów.


Potem już tylko wigilijny relaks i cieszenie się perspektywą kolejnych ekscytujących dni.


:)

Wpis o Świętach Bożego Narodzenia muszę podzielić na części, ponieważ zrobiłby się z tego tasiemiec. W następnych postach opowiem wam jak spędziliśmy 25 i 26 grudnia, a także co robiliśmy i widzieliśmy w kolejnych dniach naszego pobytu w Toronto. :)